Gruzja Wardzia Krzysztof Matys Travel

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gruzińskie wino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gruzińskie wino. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 listopada 2020

O podróżowaniu, czyli również o Gruzji

Krzysztof Matys, O podróżowaniu, Wydawnictwo Paśny Buriat, 2020.

W książce tej Gruzja pojawia się często. Już na samym początku, w rozdziale pt. „Koniec turystyki”. Później m.in. w takich tekstach, jak: „Magiczne podróże”, „Wycieczka z chorągiewką”, „Pozdrowienia i uściski”, „Plagiaty”, „Cztery strony świata”,  „Walizki”, „Muzyka”… A bohaterami są: Tbilisi, Gori, Batumi, Swanetia, Gonio, Osetia Południowa, Gudauri, Kachetia, ale też: saperawi, kisi, kwewri i oczywiście… Niko Pirosmani. Z postaci pojawiają się także: Piotr Bagration-Gruziński, Revaz Lagidze i grający piękną muzykę, zespół 33a.


Jest więc to w pewnym sensie również książka o Gruzji. I nic w tym dziwnego, bo autor od kilkunastu lat jest tym krajem totalnie zafascynowany, czego świadectwem jest szereg artykułów, publikowanych przez lata w różnych miejscach, na przykład tu: Gruzja. Co ważne, teksty te pisane były w czasach, gdy Sakartwelo nie był jeszcze popularnym celem wycieczek, gdy Kaukazem mało kto się interesował. Moda miała dopiero nadejść i w jej kształtowaniu autor książki odegrał pewną rolę.

Książka powstawała w szczególnym momencie, w roku turystycznej blokady, w stanie zamrożenia podróży, stąd też znajduje się w niej i taki fragment (s.19):

Ech, gdyby tak można było polecieć teraz do Gruzji. Co to byłaby za wycieczka! Chciałbym, bo to, jak podróż w czasie – do kraju sprzed dziesięciu lat, do Gruzji bez turystów, do zwiedzania w pojedynkę. Cieszący się wielkim uznaniem Kaukaz, teraz mógłby być jeszcze piękniejszy. Ale nie pozwolą! Jechać nie wolno. Trzeba czekać na tłumy, aż wrócą i zapełnią tysiącletnie kościoły, muzea, restauracje i winnice.


Podstawowe informacje o książce:

Rok wydania: 2020, wydanie I

Wydawnictwo Paśny Buriat

ISBN: 978-83-956824-7-6

Liczba stron: 230

Książka do kupienia na przykład tu: sklep internetowy. Dostępna w formie papierowej oraz jako e-book.


O autorze:

KRZYSZTOF MATYS – podróżnik, bloger, właściciel biura podróży. Z wykształcenia historyk, egiptolog i religioznawca. Turystyką zajął się trochę z przypadku – w trakcie stypendium na Uniwersytecie Kairskim, poza studiami języka koptyjskiego, zajmował się oprowadzaniem turystów. Później, jako pilot wycieczek i przewodnik, pracował m.in. w Etiopii, Izraelu, Libanie, Syrii, Indiach i Nepalu. Od lat zafascynowany Gruzją, polskim turystom pomaga odkrywać również Armenię i Mołdawię. Poszukuje kierunków nieoczywistych. Prowadzi szkolenia branży turystycznej. Autor wielu artykułów poświęconych podróżom.


poniedziałek, 11 lipca 2016

Tbilisoba

W 2016 roku tradycyjne święto wina będzie miało miejsce 15 i 16 października.

Zamieszczam tę informację, ponieważ wiem, że Polacy interesują się Tbilisobą, niektórzy chcą wziąć w niej udział, ale trudno zdobyć informacje o tym, kiedy festiwal będzie miał miejsce. Jeszcze kilka dni temu data nie była znana, ogłoszono ją dopiero 6 lipca. 

Tbilisoba
Problem w tym, że data jest ruchoma. Kiedyś, przez lata, niezmiennie odbywała się w ostatni weekend października. I to była właściwa praktyka, dzięki temu z dużym wyprzedzeniem można było planować wycieczki. Niestety Gruzini zaczęli eksperymenty. I tak, w 2012 roku Tbilisoba miała miejsce 6 i 7 października, a w 2015 już 17 i 18 października.
 
Po raz pierwszy Tbilisoba odbyła się w 1979 r., w czasach, Związku Radzieckiego i rządów Eduarda Szewardnadze.

To wesoły festiwal, odpowiednik naszych dożynek. Rozpoczyna się w sobotę w samym centrum tbiliskiej starówki. Jest dużo wina, owoców i produktów regionalnych. Możemy próbować różnych lokalnych potraw. Czas umilają występy zespołów folklorystycznych. Piękna, tradycyjna muzyka i bardzo efektowne gruzińskie tańce. Wąskie uliczki zastawione są straganami. Dobry moment, by w jednym miejscu zobaczyć sporą część gruzińskiego kolorytu. Więcej informacji na temat Tbilisoby.

.........................
Tbilisoba 2016: 15-16 October. Like previous years, the celebration will be based in Old Tbilisi – the main historical part of the city. Tbilisoba (Georgian: თბილისობა) is an annual wine festival. During these two days you can see also a lot of concerts of traditional music and dancing.
 

sobota, 5 lipca 2014

Gruzińska kuchnia

Jak opisać coś, czym jestem absolutnie zauroczony?! Nie będę próbował silić się na obiektywizm. Od pierwszej wizyty w Gruzji jestem pod olbrzymim wrażeniem tamtejszych potraw. Przez ostatnie lata po prostu jeżdżę i jem. Po powrocie do Polski brakuje mi gruzińskich dań. A jak zbieram się na kolejną wycieczkę, to cieszę się na samą zapowiedź kulinarnych doznań.

Autor bloga cieszący się smakiem chinkali

Uważam gruzińską kuchnię za jedną z najlepszych na świecie. O jej atrakcyjności decyduje kilka czynników. Po pierwsze naturalne, w pełni ekologiczne produkty. Przemysłowe i chemiczne rolnictwo jeszcze tu nie dotarło. Chleb robi się z innej mąki niż w Polsce, ser z innego mleka, a do sałatki kroi prawdziwe pomidory. Po drugie, istotny jest fakt, że wszystko musi być świeże, w całości przygotowane tuż przed podaniem. Żadne półprodukty czy mrożonki nie wchodzą w grę. Efekt może być oczywiście taki, że w restauracjach długo poczekamy na posiłek, ale za to, to co nam podadzą będzie pierwsza klasa. No i rzecz ostatnia, ale być może najważniejsza, kultura stołu. Nie może być szybko, na łapu-capu i byle jak. Je się w Gruzji tak, jak się pije. Z szacunkiem dla darów nieba. I z przekonaniem, że należy użyć ich we właściwy sposób i we właściwym celu. Na chwałę dnia, który właśnie trwa. Z radości, że ludzie spotykają się, rozmawiają i mogą zasiąść przy jednym stole.

Zobacz nasz film z Gruzji.

Znaczenie ma też słynna gruzińska gościnność. Dla człowieka Zachodu wydać się może szaloną. Nie uznaje kompromisów. Gość to świętość. Na stół trzeba podać to, co najlepsze.

Do szaszłyków serwuje się sos ze śliwek "tkemali". W dzbanie białe wino "tetri".

Dziś, po kilku latach turystycznego boomu można powiedzieć, że Gruzini już trochę się do nas przyzwyczaili. Ale jeszcze parę lat wstecz zdarzały się zaskakujące sytuacje. Miejscowi na siłę chcieli nas gościć. Wręcz żądali żebyśmy zostali z nimi. Nieważny program wycieczki, trasa i samolot. Mieli własne wartości i nie rozumieli naszych. Dla nich oczywistym było, że się przyłączymy. Supra, czyli wino, jedzenie i towarzystwo zacnych ludzi ważniejsze niż zabytki i zwiedzanie.

Tak więc gruzińska kuchnia to coś więcej niż jedzenie. To obyczaj. To świętość supry, wina i gościnności. Jeśli będziemy umieli spojrzeć na to w ten sposób, dotkniemy prawdziwej Gruzji. Kraju, który pod tym względem nie ma sobie równych.
………………

Dawno już chciałem o tym napisać, ale chyba brakowało mi odwagi. Bo przecież, co można powiedzieć nowego i oryginalnego? Wydaje się, że o gruzińskiej kuchni napisano już wszystko. Były słowa zachwytu (np. Marcin Meller) i dokładne przepisy (np. Katarzyna Pakosińska).

W restauracjach znajdziemy duży wybór chaczapuri
W internecie bez trudu znajdziemy podpowiedzi jak przygotować takie lub inne danie. Jedyny problem może być z dostępem niezbędnych produktów. I tak, np. do chaczapuri (najbardziej znana gruzińska przekąska) potrzebny jest specjalny ser. Nie może być to twardy, żółty. Twaróg też się nie nada. Jeśli już to pasuje coś, co na podlaskiej wsi nazywa się „serem w połowie drogi”. Coś pośredniego, najwłaściwszy będzie chyba ser koryciński.

Przygotowując się do kucharzenia w gruzińskim stylu należy zaopatrzyć się w dużą ilość świeżych ziół. Z kolendrą na czele. Turyści odwiedzający Południowy Kaukaz żartują, że kolendrę dodaje się tu nawet do lodów.

No właśnie, zioła. W Gruzji i w Armenii jada się je w naprawdę dużych ilościach. Na stole lądują całe półmiski wypełnione łodygami estragonu, kopru, bazylii, kolendry, pietruszki, szczypiorku…

Moje ulubione dania? Jest ich trochę.

Czakapuli - rewelacyjna zupa z baraniny i estragonu. Jeśli ktoś zapomni tę trudną nazwę, to może uda mu się złożyć zamówienie używając określenia opisowego - "zielona zupa", bo tak w rzeczywistości wygląda. Często udekorowana pestkami granatu.

Adżapsandal - potrawka z warzyw z mocnym bakłażanowym akcentem. Pyszne! Ale uwaga, jak to w Gruzji, potrawa o tej samej nazwie, w różnych regionach kraju, wygląda odmiennie. W jednym miejscu dostaniecie adżapsandal na zimno (Kachetia), w innym (Kartlia) będzie to danie na gorąco.

Lobiani – placek przypominający chaczapuri, tyle że zamiast sera jest farsz z czerwonej fasoli. A jeśli zamówimy lobio, to podadzą nam gęstą zupę fasolową w glinianym garnuszku. Bywa, że za przykrywkę robi okrągły, kukurydziany chlebek. Bardzo to wszystko smaczne.

Kalmakhi brotseulshi (კალმახი ბროწეულში) - pod tą złożoną nazwą kryje się absolutnie genialna potrawa, pstrąg w sosie z granatów. Rewelacja!

Charczo - gulaszowa zupa. Gęsta, pomidorowo-paprykowa. Gruziński klasyk. Może być na różnym mięsie, ale przynajmniej dla mnie charczo, to wołowina! Uwaga, w Megrelii (Zugdudi i okolice) charczo wygląda i smakuje zupełnie inaczej: to kawałki wołowiny w gęstym i bardzo pikantnym sosie z orzechów włoskich. Orzechy te są ważnym składnikiem gruzińskiej kuchni, występują w wielu potrawach, ale w Megrelii zajmują miejsce szczególne.

Badridżani – rewelacyjna przekąska. Na zimno. Często ląduje na stole na samym początku uczty, obok pysznego chleba (puri), sera, ogórków i pomidorów. Badridżani to pieczone bakłażany nadziewane pastą z orzechów włoskich. Udekorowane czerwonymi ziarnami granatów.

Kubdari – regionalna, swańska potrawa, placek z nadzieniem mięsnym. Dobrze przyprawione,
Badridżani
pieczone na naszych oczach, na gorącym blacie kuchni opalanej drewnem. Kiedyś, w innym regionie Gruzji jadłem kubdari z prodiża. W porównaniu z tym ze Swanetii nie miało żadnych szans.

Chinkali – chyba najsłynniejsza potrawa Gruzji. Wręcz legendarna, ciesząca się dużą sławą wśród
turystów. Pierożki w formie sakiewek. W środku jest farsz mięsny zanurzony w pysznym rosole. Trzeba umieć je jeść. Sztućce zabronione! Bierzemy do ręki, nadgryzamy jeden rąbek i wysączamy rosół. Sztuką jest jedzenie chinkali tak by nie zabrudzić talerza. Chodzi o to, żeby nie uciekła nawet kropelka. Dlatego bardzo często, w gruzińskich restauracjach przed podaniem chinkali kelnerzy zmieniają talerze. Sztuką jest też ich przygotowanie. Kto widział z jaką prędkością Gruzinki lepią te pierogi, ten wie o co chodzi. Ściśle ustalona jest nawet ilość zakładek. Musi być siedemnaście. Jest to jedna z kluczowych czynności według której młoda żona oceniana jest przez teściową. Zobacz więcej: Pierogi w różnych kuchniach świata.

Tkemali – nawet gdyby mi nie smakowało i tak trzeba by o nim wspomnieć. Kwaśny sos ze śliwek. Zielonych, czerwonych lub żółtych. Z dodatkiem ziół i przypraw. Polewa się nim szaszłyki, wszelakie mięsa. W każdym gruzińskim domu przygotowują spory zapas na zimę. Tkemali nazywamy „trzecią krwią Gruzina”. Drugą jest oczywiście wino.

Adżarskie chaczapuri - wyjątkowe, bo z jajkiem
Dżondżoli – marynowane kwiatostany kłokoczki kolchidzkiej. Pyszne i jakże oryginalne! Gruzini nie są może takimi mistrzami kiszenia jak Ormianie (w Armenii kisi się niemal wszystko, nawet grzebienie kogutów!) ale jedną rzecz mają rewelacyjną – właśnie dżondżoli. Spróbujcie koniecznie!
Smacznego! I zapraszam do Gruzji. Naprawdę warto!

Zobacz też artykuł: Supra - zabawa w gruzińskim stylu.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys


niedziela, 1 czerwca 2014

Niko Pirosmani, malarz Gruzji


Jego prace widzieli wszyscy odwiedzający Gruzję. Trudno je przeoczyć. Reprodukcje zdobią restauracje i winiarnie. Są w przewodnikach, książkach o Gruzji, no i oczywiście w muzeum w Tbilisi.

Reprodukowana w wielu miejscach "Uczta pod pergolą"
Ale nie wszyscy kojarzą nazwisko autora. Niektórzy łatwo przechodzą obok jego obrazów. Na pierwszy rzut oka wydać się może, że to zwykłe pacykarstwo. Kiedyś jedna z pań spytała mnie dlaczego tak dobra restauracja ozdobiona jest tak słabymi obrazami.

Samouk, genialny prymitywista. Ktoś podobny do polskiego Nikifora. Albo raczej słynnego Celnika Rousseau. Kilkadziesiąt lat po śmierci Niko przyszła moda na takie malarstwo. Obrazy Pirosmaniego poznał świat. Zostały docenione i zyskały na wartości.

Niko zmarł w biedzie. To były złe czasy pierwszej wojny światowej i rewolucyjnej zawieruchy. Strach i niedostatek. Nikt nie cenił przymierającego głodem twórcy. Malował na czym popadło, farbami, które udało mu się zdobyć. Wieść niesie, że pomagali mu wytwórcy trumien. Dostawał od nich głównie czarny barwnik, dlatego na wielu jego pracach tyle tego koloru. Próbował zarabiać malowaniem szyldów. Właściciele restauracji i podrzędnych wyszynków odwdzięczali się jedzeniem i szklanką wina. Po latach poszukiwacze obrazów Pirosmaniego przetrząsali strychy i piwnice. Znaleziono kilka starych szyldów, które wyszły spod ręki Niko. Teraz są bezcenne. Zdobią okazały budynek muzeum przy alei Rustawelego w Tbilisi. Są dumą Gruzji.
Zobacz nasz film z Gruzji.

Kopia Pirosmaniego w jednej z restauracji w Tbilisi

Dlaczego akurat Pirosmani? Z jakiego powodu jego twórczość dostąpiła tak dużego zaszczytu? Znaczenie ma oryginalność stylu i odwaga tworzenia, ale liczy się też tematyka. Prace te idealnie wpisują się w wizerunek Gruzji. Stały się jednym z symboli kraju. Niko pasjami malował zastawione jedzeniem stoły i pijących wino, szczęśliwych ludzi. Jego dzieła przedstawiają suprę, a supra jest esencją gruzińskości.

Malował farbą, którą akurat udało mu się zdobyć

Niko Pirosmani (właściwie Pirosmanaszwili). Urodził się w 1862 roku. Jego rodzice pochodzili z Kachetii (centrum gruzińskiego winiarstwa). Imał się różnych prac. Był konduktorem na kolei, później prowadził niewielką mleczarnię. Po jej bankructwie utrzymywał się z dorywczych prac, głównie malowania szyldów. Zmarł w 1918 roku w Tbilisi.

Kolaż z fragmentów prac Niko. W lewym górnym rogu fotografia Pirosmaniego.
 
Ryszard Kapuściński określił jego malarstwo mianem „gruzińskiego prymitywu nałożonego na ruską secesją kupiecką”. Termin oryginalny, ale chyba trochę krzywdzący. Pirosmani był malarzem dużej klasy. Co prawda jego twórczość jest nierówna. Zdarzają się prace nieco infantylne, ale większość jest rewelacyjna. Oryginalna w stylu i niepowtarzalna. Do rozpoznania na pierwszy rzut oka. Najlepsze są uczty. Gruzińskie supry, czyli stoły zastawione jedzeniem i ludzie raczący się winem. Jak namalować coś takiego? Co zrobić żeby nie była to zwykła ilustracja? Pirosmaniemu się udało. Namalował Gruzję.

Obrazy Pirosmaniego można zobaczyć w muzeach w Tbilisi oraz w Signagi, miasteczku położonym w jego rodzinnej Kachetii. Jedno z płócien zdobi też moskiewską Galerię Trietiakowską (w nowym budynku prezentującym malarstwo współczesne). 

Tekst: Krzysztof Matys
Zdjęcia: Eliza Wielgosz, Krzysztof Matys


środa, 28 maja 2014

Gruzja – ojczyzna wina


Żeby napić się dobrego, prawdziwego gruzińskiego wina, trzeba pojechać do Gruzji. Wejść do odpowiedniej restauracji i zamówić tetri, czyli „białe”. Podadzą nam je w dzbanie. Liczone jest tu na litry, nie na butelki. Zresztą butelek to wino na oczy nie widziało. I dobrze! Dzięki temu nie dodano do niego związków siarki. Jest czyste i zdrowe. Lata temu Gruzin mnie uczył – Jeśli wypijesz wieczorem cały dzban i na drugi dzień głowa nie boli, to piłeś dobre wino. Jeśli boli, to nie tykaj tego nigdy więcej.

W tej winnicy nadal wytwarzają wino w glinianych kwewri.
Odwiedź ją w trakcie wycieczki Gruzja - szlakiem wina.

W czym jest sekret? W technologii produkcji. Tetri, to wino, które wytwarzają tu od tysięcy (!) lat. W niezmieniony sposób. O sukcesie decyduje natura.

Tetri, białe wino w dzbanie
Zebrane winogrona miażdży się w dużych, drewnianych korytach wydrążonych z jednego pnia. Sok razem z pestkami, skórkami i szypułkami spływa do zakopanych w ziemi kwewri (kvevri), czyli dużych, glinianych dzbanów. Tam, najpierw przez 7-10 dni zachodzi fermentacja alkoholowa. Kwewri wypełnia się tylko w dwóch trzecich, ponieważ wytłoczyny, zwane tu czaczą, wypływają na wierzch. Pracując, podnoszą się. Kilka razy dziennie trzeba je ponownie zatapiać. Po tym, pierwszym okresie, fermentacja alkoholowa przechodzi w jabłkowo-mlekową. Cięższe elementy opadają na dno. Jako pierwsze pestki. Dla nich przeznaczony jest wąski, niewielki koniuszek dzbana. W dalszej kolejności opadają skórki, kiście i martwe kultury grzybowe. Tworzą płaszcz odgradzający niebezpieczne dla wina pestki od dojrzewającego płynu. Po ustaniu fazy jabłkowo-mlekowej kwewri jest szczelnie zamykane. Przykrywa się je dekielkiem, kiedyś było kamienne, dziś najczęściej szklane.
Zobacz nasz film z Gruzji.

Wino nad osadem czaczy dojrzewa przez całą zimę. W tym czasie wyciąga z wytłoczyn to, co najlepsze – bardzo dużą ilość związków, które budują jego wartość. Tak wytworzone wino ma sporo polifenoli, które decydują o zdrowotnych właściwościach trunku. Gruzińskie tetri, a więc wino białe, ma ich tyle, co zachodnie wino czerwone. W tetri jest od 6 do 7 razy więcej polifenoli niż w europejskim winie białym!

Wiosną wino przelewa się do czystego kwewri, a po miesiącu czynność tę się powtarza. W ten sposób trunek klaruje się w naturalny sposób, najcięższe elementy opadają na dno dużego glinianego zbiornika. Dlatego tradycyjne gruzińskie wino nie wymaga filtrowania.

Supra wg Niko Pirosmaniszwilego

W ten sposób wytworzony trunek, dzięki dużej zawartości naturalnych konserwantów (polifenoli) może być przez lata przechowywany bez dodatku siarczanów. Gliniane dzbany zakopane w ziemi zapewniają stałą temperaturę w granicy 12 – 15 stopni. Wino przetrwa tu i 50 lat.

Kiedy jest potrzebne, podnosi się przykrywkę zbiornika i przy pomocy czerpaka zrobionego z tykwy nalewa do dzbanów. I tak trafia na stół.

Opisana wyżej metoda jest klasycznym sposobem, właściwym Kachetii (centrum gruzińskiego winiarstwa). Jest to jednocześnie najstarsza znana światu i nadal praktykowana technologia wyrobu wina. Oczywiście istnieją jej różne lokalne warianty. Dziś również w części zautomatyzowane, w których winogrona miażdży się za pomocą mechanicznych młynków. Są też metody, w których do fermentującego soku dodaje się ledwie części wytłoczyn, albo takie, w których czaczę oddziela się od wina trochę wcześniej.

Marani, czyli tradycyjna piwnica z winem. W podłodze wlewy do kwewri
Wszystko to nie zmienia faktu, że tym tradycyjnym, typowym gruzińskim winem jest wino białe. Wytwarzane w glinianych kwewri. Z duża zawartością polifenoli. Niefiltrowane. O specyficznym i bogatym smaku. I ciemniejszej barwie, od słomkowej po niemal pomarańczową.

Na potrzeby rynku zewnętrznego wina produkowane są zupełnie inaczej. W Kachetii namnożyło się włoskich linii technologicznych i wielkich aluminiowych zbiorników. W tych wytwórniach robi się wina reduktywne, odpowiadające gustom Zachodu. Siarkuje się, butelkuje i wysyła na eksport. Wytwarza się tu również wina czerwone, które do XIX wieku nie były tu masowo produkowane. Dopiero pojawienie się chłonnego rynku rosyjskiego sprawiło, że kilku gruzińskich arystokratów rozpoczęło produkcję wina czerwonego. Przodował w tym Aleksander Czawczawadze, który ściągnął do Kachetii specjalistów z Francji. Dziś turyści odwiedzają jego pałacyk-muzeum w Cinandali (Tsinandali) i próbują tamtejszych trunków.

Saperawi
Mały poradnik dla osób, które w Polsce szukają gruzińskiego czerwonego wina. Nie jest to sprawa łatwa (szczególnie jak się zna rewelacyjny smak trunków dostępnych w Gruzji), ale:

Wino wytrawne, godne polecenia to Mukuzani - trunek ze szczepu saperawi po 2 latach dojrzewania w dębowej beczce. Mocne, ciężkie, do dobrego jedzenia. Oryginalne w smaku. Saperawi jest endemicznym gruzińskim szczepem. To właśnie jego dodatek stanowi o wyjątkowości mołdawskiego wina Negru de Purcari - od lat zamawiane na stół królowej brytyjskiej. (Więcej o winiarstwie mołdawskim.) Uwaga! Różnie może się trafić. Dwa razy kupiłem w Polsce Muzukani nieznanych producentów i dwa razy wylałem. Nie miało nic wspólnego ze znanym mi prawdziwym winem. Było też zastanawiająco tanie: 23 zł za butelkę! Tymczasem Mukuzani  w Gruzji kosztuje ok. 25 GEL, czyli 50 zł.

Wino łagodniejsze – Kvanchkhara. Polecam miłośnikom win lekko słodkich, łagodnych, delikatnych. Cena? Od porządnego wytwórcy ok. 70 zł za butelkę.

Tamada wznosi toast
Wino w Gruzji to coś więcej niż alkohol. To styl życia i filozofia. Wino jest drugą krwią Gruzina. Wokół niego powstał piękny i absolutnie wyjątkowy obyczaj supry, z tamadą wygłaszającym toasty. Więcej na ten temat w artykule „Supra – zabawa w gruzińskim stylu”.

Dużym szacunkiem cieszy się sama winorośl. Popatrzcie na krzyż św. Nino, jeden z ważnych symboli Gruzji. Zrobiony jest z pędów winorośli. Dlatego jest taki powyginany, z opuszczonymi ramionami.

Wino i Gruzja to jedno. Wytwarza się je przynajmniej od 7 tysięcy lat! Południowy Kaukaz jest ojczyzną wina. Tu udomowiono winogrona. Więcej na ten temat na blogu Gruzja – Armenia. Słowa na określenie wina w europejskich językach najprawdopodobniej pochodzą z języka gruzińskiego, w którym trunek ów to po prostu gwino.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.