Gruzja Wardzia Krzysztof Matys Travel

niedziela, 1 czerwca 2014

Niko Pirosmani, malarz Gruzji


Jego prace widzieli wszyscy odwiedzający Gruzję. Trudno je przeoczyć. Reprodukcje zdobią restauracje i winiarnie. Są w przewodnikach, książkach o Gruzji, no i oczywiście w muzeum w Tbilisi.

Reprodukowana w wielu miejscach "Uczta pod pergolą"
Ale nie wszyscy kojarzą nazwisko autora. Niektórzy łatwo przechodzą obok jego obrazów. Na pierwszy rzut oka wydać się może, że to zwykłe pacykarstwo. Kiedyś jedna z pań spytała mnie dlaczego tak dobra restauracja ozdobiona jest tak słabymi obrazami.

Samouk, genialny prymitywista. Ktoś podobny do polskiego Nikifora. Albo raczej słynnego Celnika Rousseau. Kilkadziesiąt lat po śmierci Niko przyszła moda na takie malarstwo. Obrazy Pirosmaniego poznał świat. Zostały docenione i zyskały na wartości.

Niko zmarł w biedzie. To były złe czasy pierwszej wojny światowej i rewolucyjnej zawieruchy. Strach i niedostatek. Nikt nie cenił przymierającego głodem twórcy. Malował na czym popadło, farbami, które udało mu się zdobyć. Wieść niesie, że pomagali mu wytwórcy trumien. Dostawał od nich głównie czarny barwnik, dlatego na wielu jego pracach tyle tego koloru. Próbował zarabiać malowaniem szyldów. Właściciele restauracji i podrzędnych wyszynków odwdzięczali się jedzeniem i szklanką wina. Po latach poszukiwacze obrazów Pirosmaniego przetrząsali strychy i piwnice. Znaleziono kilka starych szyldów, które wyszły spod ręki Niko. Teraz są bezcenne. Zdobią okazały budynek muzeum przy alei Rustawelego w Tbilisi. Są dumą Gruzji.
Zobacz nasz film z Gruzji.

Kopia Pirosmaniego w jednej z restauracji w Tbilisi

Dlaczego akurat Pirosmani? Z jakiego powodu jego twórczość dostąpiła tak dużego zaszczytu? Znaczenie ma oryginalność stylu i odwaga tworzenia, ale liczy się też tematyka. Prace te idealnie wpisują się w wizerunek Gruzji. Stały się jednym z symboli kraju. Niko pasjami malował zastawione jedzeniem stoły i pijących wino, szczęśliwych ludzi. Jego dzieła przedstawiają suprę, a supra jest esencją gruzińskości.

Malował farbą, którą akurat udało mu się zdobyć

Niko Pirosmani (właściwie Pirosmanaszwili). Urodził się w 1862 roku. Jego rodzice pochodzili z Kachetii (centrum gruzińskiego winiarstwa). Imał się różnych prac. Był konduktorem na kolei, później prowadził niewielką mleczarnię. Po jej bankructwie utrzymywał się z dorywczych prac, głównie malowania szyldów. Zmarł w 1918 roku w Tbilisi.

Kolaż z fragmentów prac Niko. W lewym górnym rogu fotografia Pirosmaniego.
 
Ryszard Kapuściński określił jego malarstwo mianem „gruzińskiego prymitywu nałożonego na ruską secesją kupiecką”. Termin oryginalny, ale chyba trochę krzywdzący. Pirosmani był malarzem dużej klasy. Co prawda jego twórczość jest nierówna. Zdarzają się prace nieco infantylne, ale większość jest rewelacyjna. Oryginalna w stylu i niepowtarzalna. Do rozpoznania na pierwszy rzut oka. Najlepsze są uczty. Gruzińskie supry, czyli stoły zastawione jedzeniem i ludzie raczący się winem. Jak namalować coś takiego? Co zrobić żeby nie była to zwykła ilustracja? Pirosmaniemu się udało. Namalował Gruzję.

Obrazy Pirosmaniego można zobaczyć w muzeach w Tbilisi oraz w Signagi, miasteczku położonym w jego rodzinnej Kachetii. Jedno z płócien zdobi też moskiewską Galerię Trietiakowską (w nowym budynku prezentującym malarstwo współczesne). 

Tekst: Krzysztof Matys
Zdjęcia: Eliza Wielgosz, Krzysztof Matys


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza