Gruzja Wardzia Krzysztof Matys Travel

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaukaz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaukaz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Swanetia: Mestia i Uszguli

Mam wrażenie, że zbyt łatwo niektórzy podróżnicy przypisują Swanetii miano „najpiękniejszego” i „najbardziej malowniczego” regionu Gruzji. Zapewne dlatego, że nie widzieli Tuszetii i Chewsuretii. Ale tam dotrzeć jest trudniej i baza turystyczna słabsza. A poza tym nie wybuchła jeszcze moda. A na Swanetię już tak. I to kilka lat temu. Zrobiła się popularna. Część osób po dotarciu do Mestii jest zaskoczona, że tylu tam turystów. Albo mają nawet pretensje, że w Uszguli jest coś więcej poza dziewiczą przyrodą i wieżami z kamienia.

Słynne wieże obronne w Uszguli

Swanetia oczywiście jest piękna. Zasłużenie przyciąga uwagę podróżników. Warto się tam wybrać. Na szybką, dwudniową wycieczkę, żeby zobaczyć najwyższe gruzińskie szczyty i słynne średniowieczne baszty obronne. Albo na dłuższy trekking czy rajd rowerowy. Więcej na ten temat znajdziecie w artykule „Swanetia”.

Mestia
Stolica regionu. Małe, cudownie położone miasteczko. Wśród pięknych gór, w cieniu słynnej Uszby (4710 m n.p.m.). Bogato ozdobiona kamiennymi wieżami - najstarsze z nich pochodzą sprzed niemal tysiąca lat! Są częścią gospodarstw domowych, elementem zabudowy. Żywym muzeum.
Najeżone basztami osady stanowiły trudne do zdobycia twierdze. Broniły niezależności regionu. Służyły też jako schronienie w trakcie ciągnących się latami walk rodowych. Jeszcze 100 lat temu w Swanetii żywym był obyczaj licwri, czyli wendetty.
Zobacz nasz film z Gruzji.

Mestia

O Uszbie tak pisał Aleksander Kuzniecow:

Jej widok zadziwia, oszołamia, przeraża i zachwyca. Ponad dwa kilometry pionowych niedostępnych skał z różowych granitów i gnejsów! Ponad dwa kilometry urwiska nad zielonym kobiercem łąk i nad skrzącymi się lodowcami! Spróbujcie sobie to wyobrazić. Ale nie, nie potraficie, jeżeli nie widzieliście Uszby.

Dojechać tu łatwo. Z Kutaisi i Zugdidi prowadzi asfaltowa droga. W Mestii jest też niewielkie lotnisko. (ale uwaga – ze względu na zmienną pogodę loty często są odwoływane). Zbudowano kilka dobrych hoteli. Poza tym pensjonaty i kwatery prywatne o różnym standardzie. Mestia funkcjonuje jako baza wypadowa. Stąd ruszamy w inne regiony Swanetii.

Poranek w Mestii

Uszguli
Szczyci się tytułem najwyżej położonej europejskiej wsi, 2200 m n.p.m. (O tym czy można uznać terytorium Gruzji za część kontynentu europejskiego piszemy w osobnym artykule).

W zasięgu 3 godzin jazdy z Mestii. Niezbędny jest samochód z napędem na dwie osie. Królują tu terenowe minivany Mitsubishi Delica. Ściągane prosto z Japonii, z kierownicą z prawej strony. Już ta droga jest niesamowita. Piękne krajobrazy. Kilka razy zatrzymujemy się by uchwycić je na fotografiach. Mijamy idących pieszo podróżników i wycieczki rowerowe.

Kilka lat temu pojawił się tu ruch turystyczny. W porze obiadu w Uszguli jest sporo turystów. Odwiedzają niewielkie, ale niesamowite muzeum. Ulokowane w zabytkowej wieży eksponuje tysiącletnie ikony. Fotografują lodowce i kamienne, tradycyjne budynki. Następnie siadają w jednej z knajpek do typowego swańskiego posiłku. To kubdari, czyli placek z mięsnym nadzieniem. Świeżutki, przyrządzony na naszych oczach. Upieczony na blacie tradycyjnego pieca. Żadne półprodukty, mrożonki i odgrzewanie nie wchodzi w grę. Dlatego smak jest absolutnie wyjątkowy. Dla podtrzymania obyczaju zapijamy porządnej klasy czaczą. Turyści kupują jeszcze sól swańską – miejscową przyprawę do mięs.

Uszguli. W tle Szchara

Uroku Mestii dodaje słynna Uszba. Za to nad Uszguli wznosi się Szchara, najwyższa góra Gruzji (5068 m n.p.m.). Latem to piękny widok. Zielone, ukwiecone łąki, a nad nimi biała czapa Szchary. W jednym kadrze da się jeszcze zmieścić kamienne wieże. Cudnie. Dla tych widoków tu przyjeżdżamy.
Tylko część wycieczek organizowanych przez biura podróży ma w programie Swanetię. Dlaczego? Leży z dala od popularnych tras. Dwa dni zajmuje dojazd i powrót. Lepsze hotele trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem i jest trochę drożej.

A co ma zrobić ktoś, kto już widział Swanetię? Powinien wybrać się do Tuszetii lub Chewsuretii. Góry równie piękne, tylko turystów mniej.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys



czwartek, 12 czerwca 2014

Tuszetia – jeden z najpiękniejszych regionów Gruzji

Widziałem już trochę gór, od Himalajów po śliczne góry Siemen w Etiopii. Ale Kaukaz jest inny. Niepowtarzalny. A Tuszetia jest miejscem wyjątkowym. Odizolowanym tak, jak tylko można to sobie wyobrazić. Przez stulecia nie docierał tu nikt obcy. Zachowała dawne, unikalne tradycje i nieskażoną przyrodę. Z każdej strony otoczona wysokimi górami. Przetrwały tu dawne, przedchrześcijańskie wierzenia. Podobnie jak do sąsiedniej Chewsuretii, tak i tu, nie wolno wwozić wieprzowiny.

Kamienne wieże i góry Tuszetii

Samochodem wjechać można od strony gruzińskiej Kacheti. Droga to wąska, górska ścieżka, przejezdna tylko latem. Dostępna jeśli dysponujemy autem z napędem na cztery koła. Jej najwyższy punkt, czyli przełęcz Abano znajduje się powyżej poziomu chmur - 2936 m n.p.m.!

Pamiętam jak jechałem pierwszy raz. Byłem naprawdę pod dużym wrażeniem. Koła samochodu tuż obok krawędzi przepaści. A jakie widoki!

Wyjątkowe miejsce na off road. Dla zaawansowanych, doświadczonych kierowców. Lub w innym wariancie – z lokalnym kierowcą, takim, który dobrze zna trasę i wie jak sobie na niej poradzić.

Od strony Chewsuretii dostać się możemy pieszo – przełęcz Atsunta to 3431 m n.p.m. Na taką wysokość trzeba wejść. Droga to długa i trudna. Zaprawionym turystom organizujemy trekkingi. Z Tuszetii do Chewsuretii wędruje się kilka dni. Ekwipunek i żywność niosą konie.

Nasz samochód na drodze do Tuszetii. Zobacz film z tej drogi

Nie ma tu elektryczności. W całej Tuszetii jest jeden niewielki, państwowy hotelik – obok centrum promocji regionu. Mają tam generator, włączą na życzenie, żeby podładować baterie i nagrzać wodę.

Od kilku lat pojawiają się hostele. Malutkie, prywatne. Raczej coś w rodzaju agroturystyki. Do wynajęcia pokój lub dwa. Warunki raczej skromne, ale za to w jakich okolicznościach przyrody! Przez ostatnie dziesięciolecia Tuszetia się wyludniała. Zima jest tu ciężka. Miejscowi przenosili się do Tbilisi lub Telawi. Teraz wracają. Przynajmniej na lato. Remontują domy odziedziczone po dziadkach i przyjmują nielicznych globtroterów. Magia Gruzji działa tak, że nawet tu docierają obcokrajowcy.

Bajkowe widoki
 
Gruzińskie góry kojarzą się ze Swanetią. To, podobnie jak Tuszetia, region leżący w paśmie Wysokiego Kaukazu. Piękny. Słynny z kamiennych wież obronnych i monumentalnych gór (najwyższy szczyt kraju, czyli Szchara  oraz słynna z niebezpiecznych tras wspinaczkowych Uszba). Zobacz więcej informacji o Swanetii.

Ale Swanetia została już przez turystów zdobyta. Dzięki asfaltowej drodze docierają tu nawet autokary. W Mestii mamy kilka dobrych hoteli. Zrobiło się masowo.

Tymczasem w Tuszetii jest zupełnie inaczej. Cicho, pusto. Idealnie na trekking, na wyprawę dla podróżników szukających takich klimatów.

Krajobraz Tuszetii
 
Tuszetia też ma swoje wieże z kamienia. Zabytkowe, obronne. Ale wyglądają inaczej niż w Swanetii, o innej architekturze.

To istny koniec świata. Na północy wysokie góry odgradzają Tuszetię od terenów należących dziś do Rosji. Po drugiej strony górskiego pasma jest Dagestan i Czeczenia. Macie ochotę na coś więcej niż zwykłą wycieczka? Zapraszam do Tuszetii!

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys

Więcej na ten temat w artykule: „Tuszetia. Góry i wieże z kamienia”.
A tu znajduje się nasz film zTuszetii.

piątek, 30 maja 2014

Gdzie leży Gruzja, w Europie czy w Azji?

Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest oczywista. Istnieje kilka wariantów. Dyskusja trwa od ponad stu lat. Co kraj, to inna tradycja geograficzna. Więcej o tym w artykule: Gruzja - Europa czy Azja?

W Polsce dzieci uczą się, że to już Azja. Ale dlaczego?! Skoro na odcinku wschodnim, czyli na Uralu, granica między kontynentami wyznaczona została środkiem gór (pasmem wododziałowym), to logiczne byłoby, żeby identycznie uczynić na Kaukazie. Tymczasem zrobiono inaczej. Granicę pociągnięto na północ od Kaukazu, tym samym całe pasmo górskie sadowiąc już w Azji.

Szchara, najwyższa góra Gruzji
 
Naturalną granicą jest główne pasmo wododziałowe. Turyści odwiedzający Gruzję znają je ze szczególnie malowniczej Gruzińskiej Drogi Wojennej. Zobacz artykuł na ten temat: Przełęcz Krzyżowa.

Oto najczęściej spotykane warianty wykreślenia granicy pomiędzy kontynentami na przesmyku oddzielającym Morze Czarne od Kaspijskiego:

  • Pasmem Wielkiego Kaukazu – w ten sposób tylko mała, północna część Gruzji leżałaby w Europie. Do Europy należałoby np. wszystko to, co na północ od Przełęczy Krzyżowej – miasteczko Stepancminda (dawniej Kazbegi) słynna ze zdjęć cerkiew Cminda Sameba (XIV wiek) oraz góra Kazbek – drugi co do wielkości szczyt Gruzji – 5047 m n.p.m.
  • Obniżeniem tektonicznym między Wielkim i Małym Kaukazem – wzdłuż rzek Rioni i Mtkwari (Kury) lub wzdłuż grzbietu Małego Kaukazu i dalej wzdłuż rzek Araks i Mtkwari. W jednym i drugim wariancie połowa Gruzji byłaby w Europie.
  • Wzdłuż dawnej południowej granicy ZSRR z Turcją i Iranem. W tym ujęciu trzy państwa Południowego Kaukazu: Gruzja, Armenia i Azerbejdżan w całości byłyby w Europie!
  • Jadąc z Tbilisi do Batumi przekraczamy Przełęcz Suramską. W miejscu tym przebiega umowna granica między wschodnią i zachodnią częścią kraju. Wschód ze stolicą w Tbilisi, to Azja i idące stamtąd wpływy kulturowe. Zachód to starożytna Kolchida, należąca do cywilizacji śródziemnomorskiej. Różnice widać w typie urody. W zachodniej części ludzi są wyżsi, o jaśniejszej cerze, nawet niebieskoocy. Na wschodzi bardziej krępi i o ciemniejszej karnacji.
Zatem jeśli chodzi o granicę geograficzną, to mamy galimatias. W jednym z wariantów całe terytorium Gruzji znajduje się w Azji. W innym cała Gruzja leży w Europie. Są też i takie, w których obszar kraju podzielony jest pomiędzy dwa kontynenty.

Zobacz nasz film z Gruzji.

Przed budynkiem Parlamentu powiewają flagi Gruzji i Unii Europejskiej
Skoro nie wiemy, gdzie tak naprawdę jest granica między kontynentami, to trudno też przesądzić jaki jest najwyższy szczyt Europy. W Polsce za oczywistość przyjmujemy, że Mont Blanc (4811 m). Ale jeśli granica przebiegałaby tak, że chociaż północne krańce Gruzji należałyby do Europy, to najwyższym szczytem kontynentu byłby Elbrus, który ma 5642 m! Elbrus leży dziś na terytorium Federacji Rosyjskiej,  ale od Mont Blanc wyższe są również dwie gruzińskie góry: Szchara (5068) i Kazbek (5047).

Rozważania te nie mają wyłącznie czysto teoretycznej natury. Konsekwencje przynależności do takiego bądź innego kontynentu widać przynajmniej w kilku obszarach. W przypadku turystów choćby w kwestii ubezpieczenia. Firmy ubezpieczeniowe zaliczają Gruzję do Azji, dlatego też wybierając się tam za asekurację musimy zapłacić więcej, niż w przypadku Europy. Biuro podróży organizujące wycieczki do Gruzji musi mieć licencję (wpis do rejestru organizatorów i gwarancję) na cały świat, bo ta na Europę nie wystarczy.

Oczywiście, zupełnie inną sprawą są granice kulturowe, cywilizacyjne i historyczne. Ważne przecież jest to, w jaki sposób postrzegają siebie sami Gruzini. Wydaje się, że w olbrzymiej większości identyfikują się z Europą, a strategicznym celem od lat jest wstąpienie do Unii Europejskiej. Dlatego przy budynkach rządowych, a nawet przed posterunkami policji, obok flagi gruzińskiej wiszą również flagi unijne. Tak wyraźna linia polityczna wyznaczona została w czasach rządów Saakaszwilego. Obywatele Gruzji w referendum zaakceptowali jednoznacznie prozachodni kierunek. Według badań opinii publicznej z 2013 r. aż 85 proc. Gruzinów popierało integrację z Unią Europejską (z NATO 81 proc.).

W tym obszarze Gruzja wraca do dawnych tradycji. W okresie antyku wschodnie wybrzeże Morza Czarnego było częścią cywilizacji śródziemnomorskiej. Tu sięgały wpływy starożytnej Grecji i Rzymu. To tu znajdowała się Kolchida, cel wyprawy Argonautów. Z Kaukazu pochodzi też grecki mit o Prometeuszu.

Już na początku IV wieku chrześcijaństwo stało się religią państwową wschodniej Gruzji. W ten sposób dokonano tu cywilizacyjnego wyboru. Kiedy król Mcchety, Mirian, za namową Nino (późniejszej świętej, równej apostołom) ochrzcił swój kraj, to na wieki związał swój naród z Europą.
Okres średniowiecza, od XI do XII wieku, to złote wieki Gruzji. To czasy wybitnych władców (Dawida IV Budowniczego i Tamar) oraz wspaniały okres rozwoju kultury. Zakładano uniwersytety i wysyłano młodzież na stypendia z królewskiej kiesy. W „Witeziu w tygrysiej skórze” Szoty Rustawelego, największym dziele ówczesnej literatury, doszukuje się źródeł europejskiego renesansu! Pod tym względem Gruzja na pewno była częścią Europy.

Gonio obok Batumi, domniemany grób apostoła Macieja
Południowy Kaukaz znalazł się poza kręgiem kultury europejskiej w XVII i XVIII wieku. Kraj w bardzo trudnej sytuacji, tracący państwowość, rozbity na dziesiątki malutkich księstw, pauperyzował się i ulegał destrukcji. Poddany serii perskich najazdów, w końcu legł w gruzach. Na tak przygotowany teren, z początkiem XIX wieku weszła Rosja, tworząc tu jedną ze swoich kolonii. Nastał czas okupacji, wyzysku i prześladowań.

Ale z drugiej strony, dzięki Moskwie do Gruzji na powrót zawitały europejskie trendy. Cywilne szkolnictwo, przemysł, kolej. Synowie szlacheccy kształcili się na rosyjskich uniwersytetach i robili kariery w rosyjskim wojsku. Najlepszym przykładem jest książę Aleksander Czawczawadze, poeta i tłumacz, twórca gruzińskiego romantyzmu, a jednocześnie generał armii carskiej. Jego pałacyk-muzeum w Kachetii jest dziś miejscem, w którym pokazujemy wycieczkom jak zachodnie motywy, poprzez Rosję, trafiały do Gruzji.

A dziś? Dla mnie to Europa! Z zapachem Orientu, z wyraźną nutką oryginalności. Świeża, ciekawa, niezepsuta nadmiarem turystów i dziesięcioleciami dobrobytu. Kusząca. Gościnna i bezpieczna.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys

czwartek, 22 maja 2014

Przełęcz Krzyżowa (Dżwari)

Przełęcze są ozdobą górzystego kraju. Turystyczną atrakcją. Niewielu jest wyczynowców wspinających się na szczyty. Dużo łatwiej podziwiać góry zza okien autokaru. Dla nas, zwykłych turystów to właśnie przełęcze są najwyższymi partiami kraju, które udaje się odwiedzić. Tam prowadzą drogi, tam można wjechać autem. Bywa, że są obowiązkowym punktem na trasie, bo zwyczajnie nie ma innej możliwości. By dotrzeć z jednej krainy do drugiej trzeba przekroczyć wysokie pasmo górskie. Tuneli brak, więc trzeba wspiąć się na górę, a później z przełęczy zjechać w dół. Serpentyny, strome podjazdy, kilkusetmetrowe przepaście i doliny górskich rzek. Góry w pełnej krasie. Piękne widoki.

Abano, chmury zostały w dole

W Gruzji jest sporo przełęczy. Te najładniejsze znajdują się oczywiście w paśmie Wielkiego Kaukazu, blisko granicy z Czeczenią, Dagestanem, Inguszetią i Osetią Północną. Rekord wysokości należy do przełęczy Beczo - 4012 m n.p.m.!

Lubię przełęcz Abano. Znajduje się na jedynej drodze z Kachetii do Tuszetii. Wjeżdżamy tam samochodami z napędem na cztery koła. Wąska polna ścieżka ginąca w chmurach. Przejezdna tylko latem. Trasa dla śmiałków. Miejscami koła samochodu toczą się kilkanaście centymetrów od krawędzi przepaści, a gęste chmury ograniczają widoczność. Osiągamy wysokość niemal 3 tys. metrów! Z drugiej strony Tuszetii, na granicy z Chewsuretią, droga prowadzi jeszcze wyżej – przełęcz Acunta to 3431 metrów!
Zobacz film z Tuszetii.

Ananuri na Gruzińskiej Drodze Wojennej

Wymienione wyżej miejsca to cel podróży nielicznych turystów. Mało kto tam dociera. Zupełnie inaczej jest na przełęczy Dżwari (Krzyżowej). Znajduje się blisko stołecznego Tbilisi i jest łatwo dostępna – dobra, asfaltowa nawierzchnia (położona na nowo latem 2013 roku). Przekracza się ją w trakcie jednodniowej wycieczki z Tbilisi. Jest to słynna Gruzińska Droga Wojenna. Po śniadaniu ruszamy ze stolicy. Kilka godzin jazdy, w międzyczasie zwiedzanie malowniczej twierdzy Ananuri oraz przystanek w kurorcie Gudauri (zimą dla narciarzy). Na obiad jesteśmy w Stepancminda (dawniej Kazbegi). Tu wjeżdżamy dżipami kilkaset metrów w górę do widokowego punktu przy czternastowiecznej cerkwi Cminda Sameba. Stąd pochodzą charakterystyczne, pocztówkowe zdjęcia-symbole Gruzji: kamienny kościółek na tle białych chmur i błękitnego nieba. Przy ładnej, słonecznej pogodzie, jak na dłoni widać Kazbek – drugi co do wielkości szczyt kraju (5047 m n.p.m.). Około godziny 16. ruszamy w drogę powrotną. Na kolację jesteśmy w Tbilisi. Tak, w dużym skrócie, wygląda plan tego dnia. Dla wielu turystów odwiedzających Gruzję jest to jedyne spotkanie z pasmem Wysokiego Kaukazu. No chyba, że grupa ma w programie również Swanetię i Tuszetię. Tam góry są jeszcze bardziej monumentalne.

Cminda Sameba

Na Gruzińskiej Drodze Wojennej jest jeszcze jeden charakterystyczny punkt, tuż przed przełęczą. To pomnik przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej. Wzniesiono go u schyłku ZSRR, w 1983 roku, z okazji dwusetnej rocznicy podpisania traktatu o przyjaźni między Gruzją, a Rosją. Układ miał ratować Kartlię przed Persami, a wrzucił ją w ramiona Imperium Rosyjskiego. W 1801 roku Tbilisi stało się częścią Rosji. Pod tym względem historia tej części świata jest bardzo podobna do naszych dziejów. I podobnie jak i nam, tak i im, Moskwa stawiała „pomniki przyjaźni”. Zatrzymujemy się, oglądamy, robimy zdjęcia. To bardzo malownicze miejsce. Ale i sam pomnik jest wart uwagi. Ciekawy przykład interpretacji historii w oryginalnej konwencji artystycznej. Rotunda dekorowana mozaiką, a na niej połączenie motywów gruzińskich i rosyjskich z cytatem o przyjaźni z największego gruzińskiego poety, Szoty Rustawelego.

Pomnik przyjaźni. Przełęcz Krzyżowa w końcu kwietnia.

Przełęcz Krzyżowa (Dżwari) leży w głównym paśmie wododziałowym. Stąd rzeki płyną na południe (Aragwi, dopływ Mtkwari) lub na północ (rzeka Terek, przepływa obok Groznego). Dżwari jest najwyższym punktem na Gruzińskiej Drodze Wojennej (polskie źródła podają wysokość 2379, gruzińskie 2397 m n.p.m.). Po jej przekroczeniu trasa prowadzi w dół, szybko zjeżdżamy do miejscowości Stepancminda. Dalej jest już Rosja. Po drugiej stronie granicy Władykaukaz.

Wycieczka do Gruzji - w programie m.in. Swanetia i Gruzińska Droga Wojenna.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.

Artykuł i zdjęcia z Tuszetii.

Informacje o Swanetii.

niedziela, 18 maja 2014

Gruzja, czyli Sakartwelo


O Gruzji piszę od lat. Artykuły pojawiały się w różnych miejscach. Najwięcej na blogu: krzysztofmatys.blog.onet.pl.

Przyszedł czas, żeby zebrać te materiały. Napiszę też trochę nowych. Może powstanie z nich książka...

Cminda Sameba, cerkiew z XIV wieku, u stóp góry Kazbek

Ładnych kilka lat temu pojechałem do Gruzji pierwszy raz. Chciałem sprawdzić czy da się uprawiać tam turystykę. Moi znajomi z branży pytali mnie, czy kałasznikowa zabieram ze sobą, czy też może wypożyczam na miejscu. Niby żartowali, ale tak naprawdę byli pełni obaw. Wtedy jeszcze ten region  kojarzył się z wojną i bandytyzmem.

Na miejscu zastałem wspaniałych ludzi, piękny kraj, porządek i bezpieczeństwo - to już był moment, w którym radykalne reformy Saakaszwilego przyniosły pozytywne skutki.

Zakochałem się w Gruzji. Odwołałem wszystkie inne wycieczki. Przestałem jeździć do Indii, Nepalu i Etiopii... Południowy Kaukaz na kilka lat całkowicie zajął moją uwagę. Za Gruzją poszła Armenia.

Mój blog o Armenii.


Gruzja to nazwa obca, nadana przez Persów, podchwycona później przez Europę. Do języka polskiego trafiła przez Rosję. Dlatego u nas to Gruzja, a nie Georgia. Miejscowi swój kraj określają jako Sakartwelo. Nazwa ta pochodzi od Kartlii - centralnej części państwa, z Tbilisi na zachód, w kierunku Gori. Sakartwelo to kraj Kartlów.

W trakcie supry wielką przyjemność sprawimy Gruzinom wznosząc  toast Sakartwelo gaumardżos! - za Gruzję! Więcej na ten temat: Skąd się wzięła nazwa „Gruzja”?
 

Zobacz też nasz film: Gruzja, Tuszetia.