Gruzja Wardzia Krzysztof Matys Travel

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tbilisi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tbilisi. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 listopada 2020

O podróżowaniu, czyli również o Gruzji

Krzysztof Matys, O podróżowaniu, Wydawnictwo Paśny Buriat, 2020.

W książce tej Gruzja pojawia się często. Już na samym początku, w rozdziale pt. „Koniec turystyki”. Później m.in. w takich tekstach, jak: „Magiczne podróże”, „Wycieczka z chorągiewką”, „Pozdrowienia i uściski”, „Plagiaty”, „Cztery strony świata”,  „Walizki”, „Muzyka”… A bohaterami są: Tbilisi, Gori, Batumi, Swanetia, Gonio, Osetia Południowa, Gudauri, Kachetia, ale też: saperawi, kisi, kwewri i oczywiście… Niko Pirosmani. Z postaci pojawiają się także: Piotr Bagration-Gruziński, Revaz Lagidze i grający piękną muzykę, zespół 33a.


Jest więc to w pewnym sensie również książka o Gruzji. I nic w tym dziwnego, bo autor od kilkunastu lat jest tym krajem totalnie zafascynowany, czego świadectwem jest szereg artykułów, publikowanych przez lata w różnych miejscach, na przykład tu: Gruzja. Co ważne, teksty te pisane były w czasach, gdy Sakartwelo nie był jeszcze popularnym celem wycieczek, gdy Kaukazem mało kto się interesował. Moda miała dopiero nadejść i w jej kształtowaniu autor książki odegrał pewną rolę.

Książka powstawała w szczególnym momencie, w roku turystycznej blokady, w stanie zamrożenia podróży, stąd też znajduje się w niej i taki fragment (s.19):

Ech, gdyby tak można było polecieć teraz do Gruzji. Co to byłaby za wycieczka! Chciałbym, bo to, jak podróż w czasie – do kraju sprzed dziesięciu lat, do Gruzji bez turystów, do zwiedzania w pojedynkę. Cieszący się wielkim uznaniem Kaukaz, teraz mógłby być jeszcze piękniejszy. Ale nie pozwolą! Jechać nie wolno. Trzeba czekać na tłumy, aż wrócą i zapełnią tysiącletnie kościoły, muzea, restauracje i winnice.


Podstawowe informacje o książce:

Rok wydania: 2020, wydanie I

Wydawnictwo Paśny Buriat

ISBN: 978-83-956824-7-6

Liczba stron: 230

Książka do kupienia na przykład tu: sklep internetowy. Dostępna w formie papierowej oraz jako e-book.


O autorze:

KRZYSZTOF MATYS – podróżnik, bloger, właściciel biura podróży. Z wykształcenia historyk, egiptolog i religioznawca. Turystyką zajął się trochę z przypadku – w trakcie stypendium na Uniwersytecie Kairskim, poza studiami języka koptyjskiego, zajmował się oprowadzaniem turystów. Później, jako pilot wycieczek i przewodnik, pracował m.in. w Etiopii, Izraelu, Libanie, Syrii, Indiach i Nepalu. Od lat zafascynowany Gruzją, polskim turystom pomaga odkrywać również Armenię i Mołdawię. Poszukuje kierunków nieoczywistych. Prowadzi szkolenia branży turystycznej. Autor wielu artykułów poświęconych podróżom.


poniedziałek, 11 lipca 2016

Tbilisoba

W 2016 roku tradycyjne święto wina będzie miało miejsce 15 i 16 października.

Zamieszczam tę informację, ponieważ wiem, że Polacy interesują się Tbilisobą, niektórzy chcą wziąć w niej udział, ale trudno zdobyć informacje o tym, kiedy festiwal będzie miał miejsce. Jeszcze kilka dni temu data nie była znana, ogłoszono ją dopiero 6 lipca. 

Tbilisoba
Problem w tym, że data jest ruchoma. Kiedyś, przez lata, niezmiennie odbywała się w ostatni weekend października. I to była właściwa praktyka, dzięki temu z dużym wyprzedzeniem można było planować wycieczki. Niestety Gruzini zaczęli eksperymenty. I tak, w 2012 roku Tbilisoba miała miejsce 6 i 7 października, a w 2015 już 17 i 18 października.
 
Po raz pierwszy Tbilisoba odbyła się w 1979 r., w czasach, Związku Radzieckiego i rządów Eduarda Szewardnadze.

To wesoły festiwal, odpowiednik naszych dożynek. Rozpoczyna się w sobotę w samym centrum tbiliskiej starówki. Jest dużo wina, owoców i produktów regionalnych. Możemy próbować różnych lokalnych potraw. Czas umilają występy zespołów folklorystycznych. Piękna, tradycyjna muzyka i bardzo efektowne gruzińskie tańce. Wąskie uliczki zastawione są straganami. Dobry moment, by w jednym miejscu zobaczyć sporą część gruzińskiego kolorytu. Więcej informacji na temat Tbilisoby.

.........................
Tbilisoba 2016: 15-16 October. Like previous years, the celebration will be based in Old Tbilisi – the main historical part of the city. Tbilisoba (Georgian: თბილისობა) is an annual wine festival. During these two days you can see also a lot of concerts of traditional music and dancing.
 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

wtorek, 23 czerwca 2015

Co warto zobaczyć w Gruzji? 10 największych atrakcji

Sakartwelo jest idealnym celem wycieczki objazdowej. Trzeba mieć nieco ponad tydzień, żeby odwiedzić najważniejsze miejsca. Co warto zobaczyć?

Tbilisi. Zabytki, klimat i dobra zabawa

Niby to oczywiste. Przecież to stolica, największe miasto, bogate w liczne zabytki, więc koniecznie trzeba je odwiedzić. Tyle, że w epoce tanich lotów do Kutaisi oraz czarterów do Batumi spora część turystów odwiedzających Gruzję nie dociera do Tbilisi. A szkoda!

Tbilisi, starówka u stóp zamku Narikala

Miasto ma swój urok i klimat, Wiele razy zostało już opisane, np. na tym blogu w artykule Tbilisi – Tyflis. W tym miejscu chciałbym wymienić tylko absolutnie obowiązkową listę, na którą składają się:

Starówka na czele z wzniesioną w VI wieku bazyliką Anczischati! Trzeba wjechać kolejką linową na wzgórze wznoszące się nad starym miastem i posiedzieć w jednej z restauracji serwujących typowo gruzińską kuchnię.

Muzeum Narodowe, w którym koniecznie należy zobaczyć salę eksponującą słynne „złoto Kolchidy”. W muzealnym holu zwróćmy uwagę na kopie czaszek "człowieka gruzińskiego" - to fascynujący temat; na terenie Gruzji znaleziono skamieniałe szczątki najstarszych hominidów na tym kontynencie (datowane na 1,8 mln lat). Przy okazji można urządzić krótki spacer aleją Rustawelego, znaną z najważniejszych politycznych wydarzeń Gruzji XX wieku.

Cerkiew św. Trójcy. Wzniesiona niedawno świątynia jest symbolem odrodzonej Gruzji. To największy kościół na całym Kaukazie. Nocą efektownie iluminowany, widać go niemal z każdego miejsca stolicy. Warto więc tam zajrzeć.

Tbilisi nocą. Na głównym planie słynny Mostek Pokoju nad rzeką Mtkwari

Kolacja połączona z degustacją wina i pokazem tradycyjnych tańców gruzińskich. Tego nie można przegapić!

Mchceta

Miasteczko malownicze położone w widłach dwóch rzek. Starożytna stolica Gruzji. Przyjeżdżamy tu, żeby zwiedzić dwa wspaniałe zabytki. Pierwszym jest słynna katedra Sweti Cchoweli (Drzewo Życia) – wspaniałe architektoniczne dzieło z XI wieku. Drugim niewielki kamienny kościółek Dżwari (Krzyż), wzniesiony na szczycie górującego nad Mchcetą wzgórza. Już sam widok jest wyjątkowy. A do tego jeszcze ta historia. Dżwari wyświęcono w 605 roku! W niezmienionej formie, dumnie wznosi się do dziś!
Dżwari, kościół z początku VII wieku!
W Mchcecie zatrzymujemy się też na kolację w tradycyjnej gruzińskiej restauracji. Cieszy się ogromnym powodzeniem miejscowych. Wielu mieszkańców Tbilisi przyjeżdża tu na suprę (ucztę z winem). Pośród wielu innych tradycyjnych dań specjalnością restauracji jest lobio – danie na bazie czerwonej fasoli, serwowane w glinianych garnuszkach przykrytych kukurydzianym chlebkiem.

Swanetia, wysoki Kaukaz i wieże z kamienia

Jest wiele wycieczek, które nie mają w programie Swanetii. Powód? Leży dość daleko. W szybkim, tygodniowym objeździe nie da się tam dojechać. No chyba, że kosztem innych, klasycznych miejsc. A dlaczego warto tam pojechać?

Przez wieki Swanetia była zupełnie odizolowanym regionem. Koło dotarło tam dopiero na początku XX wieku! Dzięki temu cieszymy się dziś wyjątkową architekturą, oryginalnymi tradycjami i specyficzną kuchnią. Uwagę całego świata przyciągają kamienne wieże obronne. Tutejsze wsie, najeżone basztami wyglądają jak przeniesione z innej epoki. No i te góry! To tu znajduje się Szczara, najwyższy szczyt Gruzji (5068 m n.p.m).

Mestia w Swanetii i kamienne baszty z XII wieku
Trzeba wybrać się do Uszguli (najwyżej położona europejska wieś) i skosztować tamtejszego kubdari (tradycyjna swańska potrawa z grubo siekanym mięsem). Przygotowane na naszych oczach, na zwykłym piecu opalanym drewnem, smakuje wyśmienicie.

Więcej informacji i zdjęć w artykule: Swanetia.

A miłośnikom pięknych górskich regionów polecamy jeszcze Tuszetię i Chewsuretię.

Kachetia dla miłośników wina

Wschodnia część kraju jest głównym regionem upraw winorośli. To tu powstają najlepsze wina. Jeśli przyjedziemy w okresie od połowy sierpnia do połowy października, to trafimy na winobranie. Tu urządzamy najlepsze degustacje wina, odwiedzamy winnice, w których w tradycyjny sposób w glinianych kwewri wytwarza się “tetri” – białe wino. Jest to najstarszy na świecie i nadal praktykowany sposób produkcji tego trunku! Tradycje winiarskie Gruzji liczą 8 tys. lat! Więcej na ten temat w artykule: Gruzja - ojczyzna wina.

Winobranie w Kachetii. W tle katedra Alawerdi
Ale Kachetia to nie tylko wino. Znajdziemy tu rewelacyjne zabytki, w tym znany zespół klasztorny Dawid Garedża (przy granicy z Azerbejdżanem) oraz monumentalną katedrę Alawerdi (XI wiek).

Z Tbilisi do Kazbegi, czyli droga przez góry

Trasa wiedzie prosto na północ, w stronę granicy z Rosją. Wycieczka do miejscowości Kazbegi (Stepancminda) i z powrotem zajmuje jeden dzień.  Po drodze podziwiamy górskie krajobrazy i oglądamy znamienite zabytki. To tu znajdują się dwa obiekty pojawiające się najczęściej na pocztówkowych zdjęciach Gruzji. Pierwszą jest położona nad zbiornikiem Żniwalskim twierdza Ananuri, drugim wznosząca się u stóp góry Kazbek (5047 m n.p.m.), piękna cerkiew św. Trójcy (Cminda Sameba). Jadąc tam przekraczamy Przełęcz Krzyżowa (2379 m n.p.m.) i mijamy kurort narciarski Gudauri.

Ananuri na Gruzińskiej Drodze Wojennej, w drodze z Tbilisi do Kazbegi

Przy okazji można zadać pytanie o to, jaki jest najwyższy szczyt Europy. W Polsce dzieci wiedzą, że Mont Blanc (4811 m). Ale sprawa jest dyskusyjna. Jeśli granica Europy przebiega szczytami Kaukazu lub głównym pasmem wododziałowym, to wyższy jest nie tylko Elbrus (5642), ale i Kazbek.

Batumi. Prawda o słynnym kurorcie

Sława z okresu PRL-u działa do dziś. Spora zasługa w tym prezydenta Saakaszwilego, który w czasie swoich rządów nie tylko odbudował Batumi, ale również zadbał o promocję miasta. Do Batumi warto pojechać na dzień lub dwa. Po to, żeby zwiedzić kilka znajdujących się tam atrakcji i pospacerować nadmorskim bulwarem. Na dłuższy wypoczynek kurort średnio się nadaje. Kamienista plaża, zmienna i deszczowa pogoda (również latem) oraz brak hoteli-resortów. Więcej o tym tu: Batumi. Pogada, plaża, hotele i inne atrakcje.

Cminda Sameba, czternastowieczna cerkiew u stóp góry Kazbek
Gori, to nie tylko Stalin!

Miasto kojarzy się z postacią krwawego dyktatora. Tu się urodził i chodził do szkoły. Zwiedzić można muzeum i mały domek, w którym się wychował. Zainteresowani szczegółowe informacje znajdą tu: Gruzja i Stalin. Ale obok Gori jest słynne skalne miasto Upliscciche. To miejsce na pewno warto odwiedzić. Pięknie położone nad rzeką Mtkwari jest jednym ze świadectw starożytnej historii tych ziem. 

Kutaisi, drugie co do wielkości miasto Gruzji

Nie ma tu jednak zbyt wielu atrakcji. Zwiedzamy olbrzymią i malowniczą katedrę Bagrati (XI wiek) oraz klasztor Gelati, gdzie rewelacyjnie zachowały się średniowieczne freski. Od jakiegoś czasu można też zobaczyć dwa zespoły jaskiń: Sataplia i Prometeusza. Ostatnio zyskało dzięki połączeniom jednej z tanich linii lotniczych. Więcej o tym w artykule: Kutaisi, nowe centrum gruzińskiej turystyki.

Gruzińskie tańce narodowe to wspaniałe widowisko

Bordżomi (Borjomi)

Wielką sławę zawdzięcza carskiej Rosji. Na przełomie XIX i XX wieku znajdował się tu jeden z ważniejszych kurortów, a rodzina Romanowów wybudowała pałac (zachował się do dziś). W czasach ZSRR Borżomi stało się bardzo popularnym uzdrowiskiem. W niepodległej Gruzji najpierw podupadło, a następnie (w epoce Saakaszwilego) poddano je rewitalizacji. Pamiętam je sprzed lat. Przedstawiało opłakany widok. Dziś okolice parku zdrojowego wyglądają coraz piękniej. Odrestaurowano część zabytkowych willi, wzniesiono nowe budynki.

Przyjeżdżamy tu tylko po to, żeby spróbować słynnej wody leczniczej. Zatrzymujemy się tu ledwie na chwilę, specjalnie więc jechać nie ma co. O Bordżomi zahaczamy w drodze do Wardzi. Bywa też, że nocujemy w pobliskim Bakuriani. To kurort górski, zimą żyjący z turystyki narciarskiej. Zobacz: Narty w Gruzji.

Wardzia

Kolejne skalne miasto. Można potraktować ją alternatywnie, jeśli nie ma w programie Uplisciche, to musi być Wardzia. Miejsce jest ładne, a zwiedzaniu towarzyszą opowieści o historii Gruzji z czasów największej świetności (królowa Tamar), ale niestety leży na uboczu i nie da się jej zwiedzić „po drodze” lub przy okazji. Dołączenie Wardzi do programu, to dodatkowy jeden dzień. Kwestia możliwości i wyboru, tego, co uznamy za ciekawsze. Więcej na ten temat tu: Skalne miasto Wardzia.

Autor w Wardzi

Podsumowanie, czyli najważniejsze rady w skrócie

Gruzja, mimo niewielkiej powierzchni, ma tak wiele atrakcji, że spokojnie można spędzić tu kilka tygodni. Najczęściej jednak nie mamy aż takiego komfortu. Siłą rzeczy musimy dokonać selekcji. Dobrze skrojona wycieczka powinna zawierać najwyższe partie gór (Swanetia i Kazbegi), centrum winiarskie (Kachetia, ale koniecznie z tradycyjnymi winnicami i degustacją prawdziwego "tetri"!) oraz przekrój przez najważniejsze zabytki (starówka w Tbilisi, Mchceta, Uplisciche, Kutaisi…). Nie może też zabraknąć czasu na delektowanie się miejscową kuchnią. Bardzo ważne jest to, gdzie jemy. Zamiast standardowych hotelowych posiłków polecam restauracje serwujące tradycyjną kuchnię. Więcej na ten temat w artykule: All inclusive w Gruzji. Kraju tego doświadczymy w pełni, jeśli weźmiemy udział w suprze, spróbujemy miejscowego wina oraz zatańczymy coś kaukaskiego.

Tekst: Krzysztof Matys

niedziela, 1 czerwca 2014

Niko Pirosmani, malarz Gruzji


Jego prace widzieli wszyscy odwiedzający Gruzję. Trudno je przeoczyć. Reprodukcje zdobią restauracje i winiarnie. Są w przewodnikach, książkach o Gruzji, no i oczywiście w muzeum w Tbilisi.

Reprodukowana w wielu miejscach "Uczta pod pergolą"
Ale nie wszyscy kojarzą nazwisko autora. Niektórzy łatwo przechodzą obok jego obrazów. Na pierwszy rzut oka wydać się może, że to zwykłe pacykarstwo. Kiedyś jedna z pań spytała mnie dlaczego tak dobra restauracja ozdobiona jest tak słabymi obrazami.

Samouk, genialny prymitywista. Ktoś podobny do polskiego Nikifora. Albo raczej słynnego Celnika Rousseau. Kilkadziesiąt lat po śmierci Niko przyszła moda na takie malarstwo. Obrazy Pirosmaniego poznał świat. Zostały docenione i zyskały na wartości.

Niko zmarł w biedzie. To były złe czasy pierwszej wojny światowej i rewolucyjnej zawieruchy. Strach i niedostatek. Nikt nie cenił przymierającego głodem twórcy. Malował na czym popadło, farbami, które udało mu się zdobyć. Wieść niesie, że pomagali mu wytwórcy trumien. Dostawał od nich głównie czarny barwnik, dlatego na wielu jego pracach tyle tego koloru. Próbował zarabiać malowaniem szyldów. Właściciele restauracji i podrzędnych wyszynków odwdzięczali się jedzeniem i szklanką wina. Po latach poszukiwacze obrazów Pirosmaniego przetrząsali strychy i piwnice. Znaleziono kilka starych szyldów, które wyszły spod ręki Niko. Teraz są bezcenne. Zdobią okazały budynek muzeum przy alei Rustawelego w Tbilisi. Są dumą Gruzji.
Zobacz nasz film z Gruzji.

Kopia Pirosmaniego w jednej z restauracji w Tbilisi

Dlaczego akurat Pirosmani? Z jakiego powodu jego twórczość dostąpiła tak dużego zaszczytu? Znaczenie ma oryginalność stylu i odwaga tworzenia, ale liczy się też tematyka. Prace te idealnie wpisują się w wizerunek Gruzji. Stały się jednym z symboli kraju. Niko pasjami malował zastawione jedzeniem stoły i pijących wino, szczęśliwych ludzi. Jego dzieła przedstawiają suprę, a supra jest esencją gruzińskości.

Malował farbą, którą akurat udało mu się zdobyć

Niko Pirosmani (właściwie Pirosmanaszwili). Urodził się w 1862 roku. Jego rodzice pochodzili z Kachetii (centrum gruzińskiego winiarstwa). Imał się różnych prac. Był konduktorem na kolei, później prowadził niewielką mleczarnię. Po jej bankructwie utrzymywał się z dorywczych prac, głównie malowania szyldów. Zmarł w 1918 roku w Tbilisi.

Kolaż z fragmentów prac Niko. W lewym górnym rogu fotografia Pirosmaniego.
 
Ryszard Kapuściński określił jego malarstwo mianem „gruzińskiego prymitywu nałożonego na ruską secesją kupiecką”. Termin oryginalny, ale chyba trochę krzywdzący. Pirosmani był malarzem dużej klasy. Co prawda jego twórczość jest nierówna. Zdarzają się prace nieco infantylne, ale większość jest rewelacyjna. Oryginalna w stylu i niepowtarzalna. Do rozpoznania na pierwszy rzut oka. Najlepsze są uczty. Gruzińskie supry, czyli stoły zastawione jedzeniem i ludzie raczący się winem. Jak namalować coś takiego? Co zrobić żeby nie była to zwykła ilustracja? Pirosmaniemu się udało. Namalował Gruzję.

Obrazy Pirosmaniego można zobaczyć w muzeach w Tbilisi oraz w Signagi, miasteczku położonym w jego rodzinnej Kachetii. Jedno z płócien zdobi też moskiewską Galerię Trietiakowską (w nowym budynku prezentującym malarstwo współczesne). 

Tekst: Krzysztof Matys
Zdjęcia: Eliza Wielgosz, Krzysztof Matys


wtorek, 20 maja 2014

Tbilisi – Tyflis

Relacja jednego z naszych klientów. Opowiadał, że jego dziadek był na początku XX wieku żołnierzem w armii rosyjskiej. Stacjonował w Baku i w Tyflisie. Gdzie jest Baku, wnuk oczywiście wiedział, ale o Tyflisie nie słyszał. No i trudno się dziwić. Tyflis to dawna, rosyjska nazwa. Odeszła w zapomnienie. Spotkać możemy ją w dawnych książkach, pamiętnikach, wspomnieniach i na… niemieckich lotniskach. W Monachium, na tablicach odlotów, Tbilisi nadal jest Tyflisem. Przynajmniej tak było kiedy ostatnio leciałem Lufthansą do Gruzji.
Zobacz nasz film z Gruzji.

Kolejka linowa w Tbilisi. Widok na starówkę i rzekę Mtkwari

Tbilisi było Tyflisem w latach 1845 – 1936. Czego w nazewnictwie nie zmieniono wcześniej, zmienia się dziś. Niepodległa Gruzja wycofała nazwy wprowadzone w czasach rosyjskiej okupacji, przywracając wcześniejsze, gruzińskie. I tak, główna rzeka kraju, przepływająca przez Tbilisi przestała być Kurą, a stała się rzeką Mtkwari.

Łaźnie, czyli Carskie Banie

Nazwa miasta pochodzi od gruzińskiego słowa „tbili” (თბილი), co znaczy „ciepły”. Tbilisi moglibyśmy przetłumaczyć jako "Cieplice". W ten sposób uhonorowano tutejsze gorące siarkowe źródła. To właśnie ze względu na nie, jeden z władców Gruzji już w V wieku miał wybudować tu swój pałac. Tradycje przetrwały do dziś. W centrum starówki zachowały się łaźnie. Kiedyś pełniły ważną rolę społeczną (przyszłe teściowe oceniały w nich kandydatki na żony swoich ukochanych synów). A w tragicznych dla Gruzji latach 90. XX wieku, kiedy nawet w stolicy były problemy z dostawami prądu i wody, korzystano z nich jak przed stuleciami,  w podstawowych higienicznych celach. Dziś, odrestaurowane i otoczone sympatycznymi kafejkami, są jedną z turystycznych atrakcji. Charakterystyczne ceglane kopułki pojawiają się na wielu fotografiach. Zobacz też artykuł o najbarwniejszym święcie gruzińskiej stolicy: Tbilisoba.

Mostek pokoju. Architektura XXI wieku wkomponowana pomiędzy zabytki

Jak wszystko na Wschodzi Tyflis jest stary.

- Tak prawie sto lat temu pisał Mieczysław Lepecki. Jak bardzo stary? Dokładnie trudno powiedzieć. Ludzie żyli tu bardzo dawno. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że kilkadziesiąt kilometrów od stolicy Gruzji znalezione zostały skamieniałe szczątki człowiekowatych liczące sobie 1,8 mln lat (człowiek gruziński), to mogłoby nam wyjść, że jest to kolebka ludzkości na kontynencie europejskim.

Archeologiczne ślady zamieszkałej osady mamy z pierwszego tysiąclecia przed naszą erą. Miasto Tbilisi widnieje na rzymskiej mapie z IV wieku.

Cerkiew Metechi (XIII wiek) i pomnik Wachtanga Gargasala

Na przełomie V i VI wieku król wschodniej Gruzji, Wachtang Gargasal rozpoczął proces przenoszenia stolicy kraju z Mcchety do Tbilisi. Pomnik Wachtanga zobaczy każdy turysta odwiedzający miasto. Rycerz na koniu obok cerkwi Metechi jest jednym z bardziej charakterystycznych obrazów-symboli miasta.

Krzywa wieża w Tbilisi
Zanim przyjechałem tu pierwszy raz przeczytałem Kapuścińskiego. W napisanej kilkadziesiąt lat temu książce „Kirgis schodzi z konia” mistrz reportażu opisał dwie ulice Tbilisi. Wystrugane z drewna. Arcydzieło architektury początków XX wieku. Szukałem ich już pierwszego dnia. Znalazłem i zostałem na długie godziny. Zobacz: Gruzja i Armenia wg Kapuścińskiego.

Tuż obok głównej ulicy miasta znajdują się takie klimatyczne miejsca

To cała dzielnica pomiędzy aleją Rustawelego, a górą Mtacminda. Ganki, tarasy, schody, balustrady, pergole… Urokliwe podwórka. I choć to wszystko jest niemiłosiernie nadgryzione przez czas i lata komunistycznej własności, to nadal jest piękne. Lubię takie miejsca. Jeszcze przed remontem, przed restauracją. Mają swój urok, duszę. Jak już wszystko odnowią i zrobią drugi Paryż, to będzie ślicznie, kolorowo i jak z albumu. Ale jakoś mniej prawdziwie.

Balkony starego Tbilisi

Ostatnio rzadko tam zaglądam. Nie starcza czasu. Każdego roku przylatuję do Tbilisi wiele razy. Prawie zawsze z grupą turystów. Pokazujemy im rewelacyjne zabytki. Idziemy naszą stałą trasą. Pierwsze miejsce ma bazylika Anczischati – niewielki kościółek z przełomu V i VI wieku! W Muzeum Narodowym oglądamy słynne złoto Kolchidy. Podziwiamy bardzo intrygującą nowoczesną architekturę stolicy. Wjeżdżamy do zamku Narikala kolejką linową – fruniemy nad starówką, jakie piękne widoki! Delektujemy się gruzińską kuchnią i tradycyjnymi winami – koniecznie podawanymi w dzbanach (te w butelkach są mniej atrakcyjne). Tańczymy razem z Gruzinami. Jedziemy też do pobliskiej Mcchety (VII – XII wiek). Jak znaleźć jeszcze czas na włóczenie się po zaułkach? Kosztem innych regionów? Są również bardzo atrakcyjne. A może nawet bardziej. Jedziemy więc dalej. Do Tbilisi może kiedyś wrócimy.


Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.

Blog poświęcony Gruzji i Armenii.