Gruzja Wardzia Krzysztof Matys Travel

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

wtorek, 23 czerwca 2015

Co warto zobaczyć w Gruzji? 10 największych atrakcji

Sakartwelo jest idealnym celem wycieczki objazdowej. Trzeba mieć nieco ponad tydzień, żeby odwiedzić najważniejsze miejsca. Co warto zobaczyć?

Tbilisi. Zabytki, klimat i dobra zabawa

Niby to oczywiste. Przecież to stolica, największe miasto, bogate w liczne zabytki, więc koniecznie trzeba je odwiedzić. Tyle, że w epoce tanich lotów do Kutaisi oraz czarterów do Batumi spora część turystów odwiedzających Gruzję nie dociera do Tbilisi. A szkoda!

Tbilisi, starówka u stóp zamku Narikala

Miasto ma swój urok i klimat, Wiele razy zostało już opisane, np. na tym blogu w artykule Tbilisi – Tyflis. W tym miejscu chciałbym wymienić tylko absolutnie obowiązkową listę, na którą składają się:

Starówka na czele z wzniesioną w VI wieku bazyliką Anczischati! Trzeba wjechać kolejką linową na wzgórze wznoszące się nad starym miastem i posiedzieć w jednej z restauracji serwujących typowo gruzińską kuchnię.

Muzeum Narodowe, w którym koniecznie należy zobaczyć salę eksponującą słynne „złoto Kolchidy”. W muzealnym holu zwróćmy uwagę na kopie czaszek "człowieka gruzińskiego" - to fascynujący temat; na terenie Gruzji znaleziono skamieniałe szczątki najstarszych hominidów na tym kontynencie (datowane na 1,8 mln lat). Przy okazji można urządzić krótki spacer aleją Rustawelego, znaną z najważniejszych politycznych wydarzeń Gruzji XX wieku.

Cerkiew św. Trójcy. Wzniesiona niedawno świątynia jest symbolem odrodzonej Gruzji. To największy kościół na całym Kaukazie. Nocą efektownie iluminowany, widać go niemal z każdego miejsca stolicy. Warto więc tam zajrzeć.

Tbilisi nocą. Na głównym planie słynny Mostek Pokoju nad rzeką Mtkwari

Kolacja połączona z degustacją wina i pokazem tradycyjnych tańców gruzińskich. Tego nie można przegapić!

Mchceta

Miasteczko malownicze położone w widłach dwóch rzek. Starożytna stolica Gruzji. Przyjeżdżamy tu, żeby zwiedzić dwa wspaniałe zabytki. Pierwszym jest słynna katedra Sweti Cchoweli (Drzewo Życia) – wspaniałe architektoniczne dzieło z XI wieku. Drugim niewielki kamienny kościółek Dżwari (Krzyż), wzniesiony na szczycie górującego nad Mchcetą wzgórza. Już sam widok jest wyjątkowy. A do tego jeszcze ta historia. Dżwari wyświęcono w 605 roku! W niezmienionej formie, dumnie wznosi się do dziś!
Dżwari, kościół z początku VII wieku!
W Mchcecie zatrzymujemy się też na kolację w tradycyjnej gruzińskiej restauracji. Cieszy się ogromnym powodzeniem miejscowych. Wielu mieszkańców Tbilisi przyjeżdża tu na suprę (ucztę z winem). Pośród wielu innych tradycyjnych dań specjalnością restauracji jest lobio – danie na bazie czerwonej fasoli, serwowane w glinianych garnuszkach przykrytych kukurydzianym chlebkiem.

Swanetia, wysoki Kaukaz i wieże z kamienia

Jest wiele wycieczek, które nie mają w programie Swanetii. Powód? Leży dość daleko. W szybkim, tygodniowym objeździe nie da się tam dojechać. No chyba, że kosztem innych, klasycznych miejsc. A dlaczego warto tam pojechać?

Przez wieki Swanetia była zupełnie odizolowanym regionem. Koło dotarło tam dopiero na początku XX wieku! Dzięki temu cieszymy się dziś wyjątkową architekturą, oryginalnymi tradycjami i specyficzną kuchnią. Uwagę całego świata przyciągają kamienne wieże obronne. Tutejsze wsie, najeżone basztami wyglądają jak przeniesione z innej epoki. No i te góry! To tu znajduje się Szczara, najwyższy szczyt Gruzji (5068 m n.p.m).

Mestia w Swanetii i kamienne baszty z XII wieku
Trzeba wybrać się do Uszguli (najwyżej położona europejska wieś) i skosztować tamtejszego kubdari (tradycyjna swańska potrawa z grubo siekanym mięsem). Przygotowane na naszych oczach, na zwykłym piecu opalanym drewnem, smakuje wyśmienicie.

Więcej informacji i zdjęć w artykule: Swanetia.

A miłośnikom pięknych górskich regionów polecamy jeszcze Tuszetię i Chewsuretię.

Kachetia dla miłośników wina

Wschodnia część kraju jest głównym regionem upraw winorośli. To tu powstają najlepsze wina. Jeśli przyjedziemy w okresie od połowy sierpnia do połowy października, to trafimy na winobranie. Tu urządzamy najlepsze degustacje wina, odwiedzamy winnice, w których w tradycyjny sposób w glinianych kwewri wytwarza się “tetri” – białe wino. Jest to najstarszy na świecie i nadal praktykowany sposób produkcji tego trunku! Tradycje winiarskie Gruzji liczą 8 tys. lat! Więcej na ten temat w artykule: Gruzja - ojczyzna wina.

Winobranie w Kachetii. W tle katedra Alawerdi
Ale Kachetia to nie tylko wino. Znajdziemy tu rewelacyjne zabytki, w tym znany zespół klasztorny Dawid Garedża (przy granicy z Azerbejdżanem) oraz monumentalną katedrę Alawerdi (XI wiek).

Z Tbilisi do Kazbegi, czyli droga przez góry

Trasa wiedzie prosto na północ, w stronę granicy z Rosją. Wycieczka do miejscowości Kazbegi (Stepancminda) i z powrotem zajmuje jeden dzień.  Po drodze podziwiamy górskie krajobrazy i oglądamy znamienite zabytki. To tu znajdują się dwa obiekty pojawiające się najczęściej na pocztówkowych zdjęciach Gruzji. Pierwszą jest położona nad zbiornikiem Żniwalskim twierdza Ananuri, drugim wznosząca się u stóp góry Kazbek (5047 m n.p.m.), piękna cerkiew św. Trójcy (Cminda Sameba). Jadąc tam przekraczamy Przełęcz Krzyżowa (2379 m n.p.m.) i mijamy kurort narciarski Gudauri.

Ananuri na Gruzińskiej Drodze Wojennej, w drodze z Tbilisi do Kazbegi

Przy okazji można zadać pytanie o to, jaki jest najwyższy szczyt Europy. W Polsce dzieci wiedzą, że Mont Blanc (4811 m). Ale sprawa jest dyskusyjna. Jeśli granica Europy przebiega szczytami Kaukazu lub głównym pasmem wododziałowym, to wyższy jest nie tylko Elbrus (5642), ale i Kazbek.

Batumi. Prawda o słynnym kurorcie

Sława z okresu PRL-u działa do dziś. Spora zasługa w tym prezydenta Saakaszwilego, który w czasie swoich rządów nie tylko odbudował Batumi, ale również zadbał o promocję miasta. Do Batumi warto pojechać na dzień lub dwa. Po to, żeby zwiedzić kilka znajdujących się tam atrakcji i pospacerować nadmorskim bulwarem. Na dłuższy wypoczynek kurort średnio się nadaje. Kamienista plaża, zmienna i deszczowa pogoda (również latem) oraz brak hoteli-resortów. Więcej o tym tu: Batumi. Pogada, plaża, hotele i inne atrakcje.

Cminda Sameba, czternastowieczna cerkiew u stóp góry Kazbek
Gori, to nie tylko Stalin!

Miasto kojarzy się z postacią krwawego dyktatora. Tu się urodził i chodził do szkoły. Zwiedzić można muzeum i mały domek, w którym się wychował. Zainteresowani szczegółowe informacje znajdą tu: Gruzja i Stalin. Ale obok Gori jest słynne skalne miasto Upliscciche. To miejsce na pewno warto odwiedzić. Pięknie położone nad rzeką Mtkwari jest jednym ze świadectw starożytnej historii tych ziem. 

Kutaisi, drugie co do wielkości miasto Gruzji

Nie ma tu jednak zbyt wielu atrakcji. Zwiedzamy olbrzymią i malowniczą katedrę Bagrati (XI wiek) oraz klasztor Gelati, gdzie rewelacyjnie zachowały się średniowieczne freski. Od jakiegoś czasu można też zobaczyć dwa zespoły jaskiń: Sataplia i Prometeusza. Ostatnio zyskało dzięki połączeniom jednej z tanich linii lotniczych. Więcej o tym w artykule: Kutaisi, nowe centrum gruzińskiej turystyki.

Gruzińskie tańce narodowe to wspaniałe widowisko

Bordżomi (Borjomi)

Wielką sławę zawdzięcza carskiej Rosji. Na przełomie XIX i XX wieku znajdował się tu jeden z ważniejszych kurortów, a rodzina Romanowów wybudowała pałac (zachował się do dziś). W czasach ZSRR Borżomi stało się bardzo popularnym uzdrowiskiem. W niepodległej Gruzji najpierw podupadło, a następnie (w epoce Saakaszwilego) poddano je rewitalizacji. Pamiętam je sprzed lat. Przedstawiało opłakany widok. Dziś okolice parku zdrojowego wyglądają coraz piękniej. Odrestaurowano część zabytkowych willi, wzniesiono nowe budynki.

Przyjeżdżamy tu tylko po to, żeby spróbować słynnej wody leczniczej. Zatrzymujemy się tu ledwie na chwilę, specjalnie więc jechać nie ma co. O Bordżomi zahaczamy w drodze do Wardzi. Bywa też, że nocujemy w pobliskim Bakuriani. To kurort górski, zimą żyjący z turystyki narciarskiej. Zobacz: Narty w Gruzji.

Wardzia

Kolejne skalne miasto. Można potraktować ją alternatywnie, jeśli nie ma w programie Uplisciche, to musi być Wardzia. Miejsce jest ładne, a zwiedzaniu towarzyszą opowieści o historii Gruzji z czasów największej świetności (królowa Tamar), ale niestety leży na uboczu i nie da się jej zwiedzić „po drodze” lub przy okazji. Dołączenie Wardzi do programu, to dodatkowy jeden dzień. Kwestia możliwości i wyboru, tego, co uznamy za ciekawsze. Więcej na ten temat tu: Skalne miasto Wardzia.

Autor w Wardzi

Podsumowanie, czyli najważniejsze rady w skrócie

Gruzja, mimo niewielkiej powierzchni, ma tak wiele atrakcji, że spokojnie można spędzić tu kilka tygodni. Najczęściej jednak nie mamy aż takiego komfortu. Siłą rzeczy musimy dokonać selekcji. Dobrze skrojona wycieczka powinna zawierać najwyższe partie gór (Swanetia i Kazbegi), centrum winiarskie (Kachetia, ale koniecznie z tradycyjnymi winnicami i degustacją prawdziwego "tetri"!) oraz przekrój przez najważniejsze zabytki (starówka w Tbilisi, Mchceta, Uplisciche, Kutaisi…). Nie może też zabraknąć czasu na delektowanie się miejscową kuchnią. Bardzo ważne jest to, gdzie jemy. Zamiast standardowych hotelowych posiłków polecam restauracje serwujące tradycyjną kuchnię. Więcej na ten temat w artykule: All inclusive w Gruzji. Kraju tego doświadczymy w pełni, jeśli weźmiemy udział w suprze, spróbujemy miejscowego wina oraz zatańczymy coś kaukaskiego.

Tekst: Krzysztof Matys

środa, 18 lutego 2015

O Gruzji na targach we Wrocławiu

W ramach Festiwalu Podróżników na Targach Turystycznych wystąpi Krzysztof Matys.

Będzie opowiadał o Gruzji i Armenii.

Czas i miejsce: piątek, 27 lutego o godz. 13:50. Sala Cesarska w Hali Stulecia. Wstęp wolny.

Na spotkanie zapraszamy miłośników podróży, dziennikarzy oraz przedstawicieli biur podróży, którzy chcieliby poznać turystyczne możliwości Armenii i Gruzji. Dopełnieniem opowieści będzie pokaz slajdów i prezentacja krótkiego filmu.

Zobacz film z wycieczki do Gruzji.

wtorek, 30 grudnia 2014

Narty w Gruzji

W grę wchodzą trzy kurorty: Gudauri, Bakuriani i Mestia. Największą popularnością cieszy się Gudauri, swego czasu mocno promowane przez prezydenta Saakaszwilego. Ma najlepsze warunki narciarskie (najwyższy punkt trasy leży na wysokości 3250 m n.p.m.). W dalszej kolejności jest Bakuriani, znane jeszcze z czasów ZSRR. Mestia, mimo rewelacyjnych warunków zimowych, nie cieszy się aż takim powodzeniem Decyduje duża odległość od stolicy i lotniska (400 km).

Tu znajduje się oferta wyjazdu na narty do Gruzji.

Gudauri

Znajduje się w odległości 120 km od Tbilisi. Z lotniska mamy więc zaledwie 2 godziny transferu. Miejscowość leży na wysokości 2 tys. m n.p.m. Ze względu na taką wysokość kurort ma dobre warunki narciarskie od grudnia do kwietnia. Byłem tam kiedyś na początku maja i na pobliskiej Przełęczy Krzyżowej śniegu było jeszcze po pas. W sprzyjających warunkach, na najwyżej położonych odcinkach tras, jeździć można jeszcze w drugiej połowie maja.

Hotel Marco Polo w Gudauri

W ostatnich latach powstały całkiem dobre hotele. Jednym z bardziej popularnych jest 4-gwiazdkowy Marco Polo (zobacz film z hotelu i okolicznych tras narciarskich). Ale uwaga, w szczycie sezonu mogą być kłopoty ze znalezieniem wolnych pokoi. Gudauri cieszy się dużym powodzeniem, a miejsc noclegowych nie jest zbyt wiele. Więc, szczególnie dla grup, rezerwacje należy robić z wyprzedzeniem.

Całkowita długość tras zjazdowych to ponad 57 km, a średnia pokrywa śnieżna — 2,5 m. Najniższy punkt trasy narciarskiej leży na wysokości 2050 m, najwyższy aż 3250 m n.p.m.

Nowoczesne wyciągi wykonane zostały przez austriacko-szwajcarską firmę Doppelmayer.

Ceny skipassów w sezonie 2014/2015:
1 dzień: 30 GEL; 3 dni: 84 GEL; 6 dni: 160 GEL. (1 GEL = 2 PLN).

Trasy narciarskie w Gudauri

W Gudauri jest specjalny stok dla amatorów jazdy ekstremalnej, tzw. free-ride, a poszukiwacze jeszcze mocniejszych wrażeń mają możliwość uprawiania narciarstwa z helikoptera (heliskiing, zobacz film).

Cennik w sezonie 2014/2015
Przesadą oczywiście byłoby twierdzenie, że jest to najlepszy kurort narciarski na świcie, ale na pewno stanowi ciekawą alternatywą dla osób znudzonych Alpami. Polecany narciarzom szukającym nowych wrażeń. A już na pewno komuś, kto chciałby połączyć zimowe szaleństwo ze zwiedzaniem czy atrakcjami typu kuchnia i wino. Jeden dzień wycieczki poświęcić można na Tbilisi i okolice (piękne zabytki i dobre restauracje), a drugi na Kachetię – centrum gruzińskiego winiarstwa. Zobacz przykładowy program: Zima w Gruzji.

Bakuriani

Kurort położony jest na wysokości 1700 m n.p.m., w masywie Małego Kaukazu, w odległości 190 km od Tbilisi. Niedaleko stąd do znanego ze słynnej wody leczniczej uzdrowiska Bordżomi i popularnego wśród turystów zabytku, skalnego miasta Wardzia.

Dla narciarzy przygotowanych jest 16 stoków o różnych stopniach trudności. Największą popularnością cieszy się góra Kochtagora. Ze szczytu można zjechać trzema różnymi trasami. Na szczyt prowadzi kolejka linowa oraz dwa wyciągi. Popularny jest też stok Didveli.

Sezon narciarski trwa od listopada do marca. Średnia pokrywa śnieżna — 0,6 m. Najdłuższa trasa liczy 5 km długości. Najwyższy punkt: 2850 m n.p.m.

Plan Bakuriani

W zimie jest tu wielu turystów z sąsiedniego Azerbejdżanu. W Bakuriani funkcjonuje sporo 3-gwiazdkowych hoteli o przyzwoitym standardzie. Znajdziemy też 4-gwiazdkowe obiekty z basenami i sauną.

Bakuriani powoli wraca do czasów swojej największej świetności. Kiedyś było jednym z głównych ośrodków sportów zimowych całego ZSRR. Ćwiczono tu narciarstwo biegowe, skoki i saneczkarstwo. Dziś popularne są również skutery śnieżne.

Mestia

Pomijana w popularnych artykułach. Najczęściej pisze się o Gudauri i Bakuriani. Niesłusznie. Mestia jest stolicą Swanetii, a to pasmo Wielkiego Kaukazu i obszar najwyższych gór w Gruzji. Warunki do narciarstwa wręcz idealne. Problemem jest oddalenie od Tbilisi (cały dzień jazdy miejscami przez kręte górskie drogi), ale rozwiązaniem może być lotnisko w Kutaisi lub Batumi. Z Kutaisi do Mestii jest około 4 godzin drogi. Mestia ma też swoje nieduże lotnisko, ale ze względu na kapryśną pogodę loty często są odwoływane.

Mestia zimą

Być może dlatego właśnie przemysł narciarski nie rozwinął się w Swanetii jeszcze zbyt mocno. Do tej pory utworzono trzy trasy narciarskie:

  • Czerwona dla profesjonalnych narciarzy, o długości 2600 metrów;
  • Niebieska przeznaczona dla mniej doświadczonych narciarzy:  2670 metrów długości;
  • 300-metrowa trasa dla początkujących.
Wyciąg narciarski o długości 1400 metrów zbudowała znana na całym świecie francuska firma Leitner-Poma Inc. Zaczyna się na wysokości 1800 metrów i dociera do punktu położonego 2350 m n.p.m.

Swanetia bardziej znana jest turystom z letnich wycieczek do Gruzji. Przyjeżdża się tu, żeby zobaczyć piękne góry i słynne wieże z kamienia. Ale na pewno warto zajrzeć tu również zimą.

Narciarska Gruzja zyskuje na popularności. Ułatwieniem są bezpośrednie połączenia lotnicze z Warszawy do Tbilisi. W sezonie zimowym bilety są trochę tańsze i chyba warto skorzystać. Moim zdaniem, najciekawszą opcją jest połączenie wyjazdu na narty z dniem czy dwoma poświęconym innym atrakcjom. Przy okazji nart warto zwiedzić chociaż Tbilisi i okolice. Koniecznie trzeba też spróbować miejscowej kuchni i wina. I tu uwaga, hotele nam tego nie dadzą. Hotelowe serwują menu europejskie, czyli nijakie, a dokładniej, takie jak wszędzie. Nic szczególnego. Trzeba więc zjeść kilka kolacji w tradycyjnej restauracji, napić się wina z dzbana, a nie z butelki i zatańczyć do gruzińskiej muzyki. Gorąco polecam!

sobota, 5 lipca 2014

Gruzińska kuchnia

Jak opisać coś, czym jestem absolutnie zauroczony?! Nie będę próbował silić się na obiektywizm. Od pierwszej wizyty w Gruzji jestem pod olbrzymim wrażeniem tamtejszych potraw. Przez ostatnie lata po prostu jeżdżę i jem. Po powrocie do Polski brakuje mi gruzińskich dań. A jak zbieram się na kolejną wycieczkę, to cieszę się na samą zapowiedź kulinarnych doznań.

Autor bloga cieszący się smakiem chinkali

Uważam gruzińską kuchnię za jedną z najlepszych na świecie. O jej atrakcyjności decyduje kilka czynników. Po pierwsze naturalne, w pełni ekologiczne produkty. Przemysłowe i chemiczne rolnictwo jeszcze tu nie dotarło. Chleb robi się z innej mąki niż w Polsce, ser z innego mleka, a do sałatki kroi prawdziwe pomidory. Po drugie, istotny jest fakt, że wszystko musi być świeże, w całości przygotowane tuż przed podaniem. Żadne półprodukty czy mrożonki nie wchodzą w grę. Efekt może być oczywiście taki, że w restauracjach długo poczekamy na posiłek, ale za to, to co nam podadzą będzie pierwsza klasa. No i rzecz ostatnia, ale być może najważniejsza, kultura stołu. Nie może być szybko, na łapu-capu i byle jak. Je się w Gruzji tak, jak się pije. Z szacunkiem dla darów nieba. I z przekonaniem, że należy użyć ich we właściwy sposób i we właściwym celu. Na chwałę dnia, który właśnie trwa. Z radości, że ludzie spotykają się, rozmawiają i mogą zasiąść przy jednym stole.

Zobacz nasz film z Gruzji.

Znaczenie ma też słynna gruzińska gościnność. Dla człowieka Zachodu wydać się może szaloną. Nie uznaje kompromisów. Gość to świętość. Na stół trzeba podać to, co najlepsze.

Do szaszłyków serwuje się sos ze śliwek "tkemali". W dzbanie białe wino "tetri".

Dziś, po kilku latach turystycznego boomu można powiedzieć, że Gruzini już trochę się do nas przyzwyczaili. Ale jeszcze parę lat wstecz zdarzały się zaskakujące sytuacje. Miejscowi na siłę chcieli nas gościć. Wręcz żądali żebyśmy zostali z nimi. Nieważny program wycieczki, trasa i samolot. Mieli własne wartości i nie rozumieli naszych. Dla nich oczywistym było, że się przyłączymy. Supra, czyli wino, jedzenie i towarzystwo zacnych ludzi ważniejsze niż zabytki i zwiedzanie.

Tak więc gruzińska kuchnia to coś więcej niż jedzenie. To obyczaj. To świętość supry, wina i gościnności. Jeśli będziemy umieli spojrzeć na to w ten sposób, dotkniemy prawdziwej Gruzji. Kraju, który pod tym względem nie ma sobie równych.
………………

Dawno już chciałem o tym napisać, ale chyba brakowało mi odwagi. Bo przecież, co można powiedzieć nowego i oryginalnego? Wydaje się, że o gruzińskiej kuchni napisano już wszystko. Były słowa zachwytu (np. Marcin Meller) i dokładne przepisy (np. Katarzyna Pakosińska).

W restauracjach znajdziemy duży wybór chaczapuri
W internecie bez trudu znajdziemy podpowiedzi jak przygotować takie lub inne danie. Jedyny problem może być z dostępem niezbędnych produktów. I tak, np. do chaczapuri (najbardziej znana gruzińska przekąska) potrzebny jest specjalny ser. Nie może być to twardy, żółty. Twaróg też się nie nada. Jeśli już to pasuje coś, co na podlaskiej wsi nazywa się „serem w połowie drogi”. Coś pośredniego, najwłaściwszy będzie chyba ser koryciński.

Przygotowując się do kucharzenia w gruzińskim stylu należy zaopatrzyć się w dużą ilość świeżych ziół. Z kolendrą na czele. Turyści odwiedzający Południowy Kaukaz żartują, że kolendrę dodaje się tu nawet do lodów.

No właśnie, zioła. W Gruzji i w Armenii jada się je w naprawdę dużych ilościach. Na stole lądują całe półmiski wypełnione łodygami estragonu, kopru, bazylii, kolendry, pietruszki, szczypiorku…

Moje ulubione dania? Jest ich trochę.

Czakapuli - rewelacyjna zupa z baraniny i estragonu. Jeśli ktoś zapomni tę trudną nazwę, to może uda mu się złożyć zamówienie używając określenia opisowego - "zielona zupa", bo tak w rzeczywistości wygląda. Często udekorowana pestkami granatu.

Adżapsandal - potrawka z warzyw z mocnym bakłażanowym akcentem. Pyszne! Ale uwaga, jak to w Gruzji, potrawa o tej samej nazwie, w różnych regionach kraju, wygląda odmiennie. W jednym miejscu dostaniecie adżapsandal na zimno (Kachetia), w innym (Kartlia) będzie to danie na gorąco.

Lobiani – placek przypominający chaczapuri, tyle że zamiast sera jest farsz z czerwonej fasoli. A jeśli zamówimy lobio, to podadzą nam gęstą zupę fasolową w glinianym garnuszku. Bywa, że za przykrywkę robi okrągły, kukurydziany chlebek. Bardzo to wszystko smaczne.

Kalmakhi brotseulshi (კალმახი ბროწეულში) - pod tą złożoną nazwą kryje się absolutnie genialna potrawa, pstrąg w sosie z granatów. Rewelacja!

Charczo - gulaszowa zupa. Gęsta, pomidorowo-paprykowa. Gruziński klasyk. Może być na różnym mięsie, ale przynajmniej dla mnie charczo, to wołowina! Uwaga, w Megrelii (Zugdudi i okolice) charczo wygląda i smakuje zupełnie inaczej: to kawałki wołowiny w gęstym i bardzo pikantnym sosie z orzechów włoskich. Orzechy te są ważnym składnikiem gruzińskiej kuchni, występują w wielu potrawach, ale w Megrelii zajmują miejsce szczególne.

Badridżani – rewelacyjna przekąska. Na zimno. Często ląduje na stole na samym początku uczty, obok pysznego chleba (puri), sera, ogórków i pomidorów. Badridżani to pieczone bakłażany nadziewane pastą z orzechów włoskich. Udekorowane czerwonymi ziarnami granatów.

Kubdari – regionalna, swańska potrawa, placek z nadzieniem mięsnym. Dobrze przyprawione,
Badridżani
pieczone na naszych oczach, na gorącym blacie kuchni opalanej drewnem. Kiedyś, w innym regionie Gruzji jadłem kubdari z prodiża. W porównaniu z tym ze Swanetii nie miało żadnych szans.

Chinkali – chyba najsłynniejsza potrawa Gruzji. Wręcz legendarna, ciesząca się dużą sławą wśród
turystów. Pierożki w formie sakiewek. W środku jest farsz mięsny zanurzony w pysznym rosole. Trzeba umieć je jeść. Sztućce zabronione! Bierzemy do ręki, nadgryzamy jeden rąbek i wysączamy rosół. Sztuką jest jedzenie chinkali tak by nie zabrudzić talerza. Chodzi o to, żeby nie uciekła nawet kropelka. Dlatego bardzo często, w gruzińskich restauracjach przed podaniem chinkali kelnerzy zmieniają talerze. Sztuką jest też ich przygotowanie. Kto widział z jaką prędkością Gruzinki lepią te pierogi, ten wie o co chodzi. Ściśle ustalona jest nawet ilość zakładek. Musi być siedemnaście. Jest to jedna z kluczowych czynności według której młoda żona oceniana jest przez teściową. Zobacz więcej: Pierogi w różnych kuchniach świata.

Tkemali – nawet gdyby mi nie smakowało i tak trzeba by o nim wspomnieć. Kwaśny sos ze śliwek. Zielonych, czerwonych lub żółtych. Z dodatkiem ziół i przypraw. Polewa się nim szaszłyki, wszelakie mięsa. W każdym gruzińskim domu przygotowują spory zapas na zimę. Tkemali nazywamy „trzecią krwią Gruzina”. Drugą jest oczywiście wino.

Adżarskie chaczapuri - wyjątkowe, bo z jajkiem
Dżondżoli – marynowane kwiatostany kłokoczki kolchidzkiej. Pyszne i jakże oryginalne! Gruzini nie są może takimi mistrzami kiszenia jak Ormianie (w Armenii kisi się niemal wszystko, nawet grzebienie kogutów!) ale jedną rzecz mają rewelacyjną – właśnie dżondżoli. Spróbujcie koniecznie!
Smacznego! I zapraszam do Gruzji. Naprawdę warto!

Zobacz też artykuł: Supra - zabawa w gruzińskim stylu.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys


poniedziałek, 30 czerwca 2014

Swanetia: Mestia i Uszguli

Mam wrażenie, że zbyt łatwo niektórzy podróżnicy przypisują Swanetii miano „najpiękniejszego” i „najbardziej malowniczego” regionu Gruzji. Zapewne dlatego, że nie widzieli Tuszetii i Chewsuretii. Ale tam dotrzeć jest trudniej i baza turystyczna słabsza. A poza tym nie wybuchła jeszcze moda. A na Swanetię już tak. I to kilka lat temu. Zrobiła się popularna. Część osób po dotarciu do Mestii jest zaskoczona, że tylu tam turystów. Albo mają nawet pretensje, że w Uszguli jest coś więcej poza dziewiczą przyrodą i wieżami z kamienia.

Słynne wieże obronne w Uszguli

Swanetia oczywiście jest piękna. Zasłużenie przyciąga uwagę podróżników. Warto się tam wybrać. Na szybką, dwudniową wycieczkę, żeby zobaczyć najwyższe gruzińskie szczyty i słynne średniowieczne baszty obronne. Albo na dłuższy trekking czy rajd rowerowy. Więcej na ten temat znajdziecie w artykule „Swanetia”.

Mestia
Stolica regionu. Małe, cudownie położone miasteczko. Wśród pięknych gór, w cieniu słynnej Uszby (4710 m n.p.m.). Bogato ozdobiona kamiennymi wieżami - najstarsze z nich pochodzą sprzed niemal tysiąca lat! Są częścią gospodarstw domowych, elementem zabudowy. Żywym muzeum.
Najeżone basztami osady stanowiły trudne do zdobycia twierdze. Broniły niezależności regionu. Służyły też jako schronienie w trakcie ciągnących się latami walk rodowych. Jeszcze 100 lat temu w Swanetii żywym był obyczaj licwri, czyli wendetty.
Zobacz nasz film z Gruzji.

Mestia

O Uszbie tak pisał Aleksander Kuzniecow:

Jej widok zadziwia, oszołamia, przeraża i zachwyca. Ponad dwa kilometry pionowych niedostępnych skał z różowych granitów i gnejsów! Ponad dwa kilometry urwiska nad zielonym kobiercem łąk i nad skrzącymi się lodowcami! Spróbujcie sobie to wyobrazić. Ale nie, nie potraficie, jeżeli nie widzieliście Uszby.

Dojechać tu łatwo. Z Kutaisi i Zugdidi prowadzi asfaltowa droga. W Mestii jest też niewielkie lotnisko. (ale uwaga – ze względu na zmienną pogodę loty często są odwoływane). Zbudowano kilka dobrych hoteli. Poza tym pensjonaty i kwatery prywatne o różnym standardzie. Mestia funkcjonuje jako baza wypadowa. Stąd ruszamy w inne regiony Swanetii.

Poranek w Mestii

Uszguli
Szczyci się tytułem najwyżej położonej europejskiej wsi, 2200 m n.p.m. (O tym czy można uznać terytorium Gruzji za część kontynentu europejskiego piszemy w osobnym artykule).

W zasięgu 3 godzin jazdy z Mestii. Niezbędny jest samochód z napędem na dwie osie. Królują tu terenowe minivany Mitsubishi Delica. Ściągane prosto z Japonii, z kierownicą z prawej strony. Już ta droga jest niesamowita. Piękne krajobrazy. Kilka razy zatrzymujemy się by uchwycić je na fotografiach. Mijamy idących pieszo podróżników i wycieczki rowerowe.

Kilka lat temu pojawił się tu ruch turystyczny. W porze obiadu w Uszguli jest sporo turystów. Odwiedzają niewielkie, ale niesamowite muzeum. Ulokowane w zabytkowej wieży eksponuje tysiącletnie ikony. Fotografują lodowce i kamienne, tradycyjne budynki. Następnie siadają w jednej z knajpek do typowego swańskiego posiłku. To kubdari, czyli placek z mięsnym nadzieniem. Świeżutki, przyrządzony na naszych oczach. Upieczony na blacie tradycyjnego pieca. Żadne półprodukty, mrożonki i odgrzewanie nie wchodzi w grę. Dlatego smak jest absolutnie wyjątkowy. Dla podtrzymania obyczaju zapijamy porządnej klasy czaczą. Turyści kupują jeszcze sól swańską – miejscową przyprawę do mięs.

Uszguli. W tle Szchara

Uroku Mestii dodaje słynna Uszba. Za to nad Uszguli wznosi się Szchara, najwyższa góra Gruzji (5068 m n.p.m.). Latem to piękny widok. Zielone, ukwiecone łąki, a nad nimi biała czapa Szchary. W jednym kadrze da się jeszcze zmieścić kamienne wieże. Cudnie. Dla tych widoków tu przyjeżdżamy.
Tylko część wycieczek organizowanych przez biura podróży ma w programie Swanetię. Dlaczego? Leży z dala od popularnych tras. Dwa dni zajmuje dojazd i powrót. Lepsze hotele trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem i jest trochę drożej.

A co ma zrobić ktoś, kto już widział Swanetię? Powinien wybrać się do Tuszetii lub Chewsuretii. Góry równie piękne, tylko turystów mniej.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys



środa, 25 czerwca 2014

Skalne miasto Wardzia

Dwie godziny jazdy z Bordżomi. Piękne, górskie krajobrazy. Kręta droga wzdłuż rzeki Mtkwari. Bardzo malowniczo. To pasmo Małego Kaukazu. Blisko granicy z Armenią i z Turcją. Południowa część Gruzji.

Twierdza Chertwisi - przy drodze do Wardzi



Jedziemy kręcąc kolejne serpentyny na wąskiej drodze. Nagle pojawia się. Z prawej strony, na stromym zboczu. Skalne miasto. Twierdza i klasztor. Jedno z bardziej znanych miejsc w Gruzji. Często i chętnie odwiedzane przez turystów. Do Tbilisi jest stąd ok. 4 godzin jazdy. Dookoła, przez Bordżomi i Gori. Po drodze mijamy średniowieczną twierdzę Chertwisi. Można też z drugiej strony, krótszą drogą, ale tam jeszcze wyższe góry, kiedyś pod koniec sierpnia widziałem padający śnieg. Droga bardziej uciążliwa, przejazd wcale nie zajmie mniej czasu.

Skalne miasto, a właściwie klasztor i twierdza


Wardzia czasy świetności przeżywała na przełomie XII i XIII wieku. Był to okres rządów królowej Tamar. Tak bardzo szanowanej przez Gruzinów, że tytułowano ją „królem”, a nie „królową”. Kroniki podają, że za jej czasów chłopi stali się jak szlachta, szlachta jak książęta, a książęta byli bogaci niczym królowie. Skąd ten dobrobyt? Gruzja rozwijała się od kilku pokoleń. Dobre czasy rozpoczął pradziadek Tamar, Dawid IV Wielki zwany też Budowniczym. Kraj rozrósł się głównie kosztem muzułmańskiej Turcji. Napływały zdobycze wojenne i trybuty od uznających zwierzchność Gruzji księstw. Kwitło rolnictwo. Poziom plonów zbóż z czasów Tamar kraj osiągnie ponownie dopiero w XIX wieku! Dziś, wokół Wardzi widzimy pozostałości pól tarasowych. Nawet strome zbocza były wykorzystane i obsadzone drzewkami owocowymi oraz winoroślą. Teraz to nieużytki.

Widok z Wardzi na dolinę rzeki Mtkwari

Polityczny grunt przygotował córce Jerzy III, znamienity władca. Wiedział, że Gruzini nie będą chcieli kobiety na tronie. Dlatego koronował Tamar jeszcze za swojego życia. Okazała się wybitnym politykiem. Za zasługi dla gruzińskiego Kościoła ogłoszono ją świętą.

W Wardzi zachowały się piękne freski. Wewnątrz wykutego w skale kościoła Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny, oglądamy przedstawienie Tamar w towarzystwie ojca. Królowa jest jeszcze panną, nie ma chustki zasłaniającej mężatkom szyję i boki twarzy.

Freski z okresu średniowiecza

Dziś możemy zobaczyć co najwyżej 30 proc. Wardzi. Reszta runęła w wyniku trzęsienia ziemi. Mamy więc skalne miasto odkryte, rozłamane. Jakby ktoś odkroił dwie trzecie i rzucił w przepaść. W średniowieczu niełatwo było tu trafić. Pomieszczenia, korytarze i schody ukryte były za skałami. Do warownego miasta prowadziły tajemne przejścia. Dziś, to co zostało, mamy jak na dłoni.

Było to jedno z ulubionych miejsc królowej Tamar. Tu spędzała okres wielkiego postu. Żyła skromnie, umartwiając ciało. Spała na gołej skale, chodziła boso. Ufundowała tu klasztor. Stąd też kierowała wyprawami, które szły na południe, podbijać kolejne terytoria.

Autor w Wardzi

Dziś w Wardzi żyje kliku mnichów. Wykute w skale cele znajdują się na terenie zabytku, od turystów odgrodzone tylko niskim płotkiem. Mnisi pilnują reguł zwiedzania kościoła. Nie wpuszczają mężczyzn w krótkich spodenkach, ani kobiet bez spódnicy – panie mogą je wypożyczyć przy wejściu do świątyni.

Najtrudniej jest zejść z Wardzi. Strome, wykute w skale schody, o wyślizganych i nierównych stopniach sprawiają kłopoty niektórym turystom. Szczególnie jeśli na nogach mają klapki lub słabo trzymające się podłoża sandały. Miejscami schody prowadzą wykutymi w dół tunelami. Za to na dole, nad rzeką czeka na nas dobra restauracja. Mamy więc to, co w Gruzji lubimy najbardziej – rewelacyjny zabytek, piękne widoki, dobrą kuchnie i dzban wina.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys